Czego szukasz?


Kategorie


Film

źródło: Gutek Film

Film

Żywot człowieka szczęśliwego, czyli tydzień z życia mężczyzny. „Paterson” [recenzja DVD]

25 sierpnia 2017

„Paterson” to, jak łatwo się domyślić, prosta historia Patersona z miasta Paterson… Choć brzmi to niczym bełkot albo czerstwy żart, a najnowszy film Jima Jarmuscha wydaje się być (znów) w zasadzie o niczym, lecz ma on w sobie tyle uroku i zdrowej dawki sentymentalizmu, że ciężko nie zapałać doń sympatią.

Typ właściwie aspołeczny – żyje w oderwaniu od kontekstu politycznego i technologicznego. Nie ma smartfona ani nawet prostej komórki, nie korzysta z dobrodziejstw (?) Internetu. Całkiem możliwe, że stoicki spokój osiągnął właśnie na drodze bojkotu bajerów XXI wieku. Nawet do pracy nie leci na złamanie karku. Temu kierowcy miejskiego autobusu (Adam – nomen omen – Driver) i byłemu wojskowemu o refleksyjnej naturze nie sposób odmówić wrażliwości i pewnej elokwencji, choć brak mu prawdziwego talentu, poeta z niego żaden. Choć Szymon Wydra uznałby, iż życie przypomina poemat, egzystencja ręką Patersona pisze (w jego nieodłącznym notesie) de facto niemal same kocopoły. Choć Jarmusch teoretycznie zadbał o jakość poezji, angażując bitnika Rona Padgetta, to ta wątpliwej jakości twórczość zdaje się być jedynie przejawem kolejnego, ironicznego żartu reżysera, na którym nie poznali się dziennikarze. To zwykłe refleksje codziennego życia, które sztuką być raczej nie powinny. Czyżby pismaki bali się poddać pod ostrzał krytyki wypociny wierszoklety?

Bo o tym właśnie jest film: o uroczej przeciętności. O kimś, kto ma pasję, lecz nie zamierza się nią dzielić z szerokim gronem poza uroczą partnerką (Goldshifteh Farahani w roli Laury). Wcale nie postrzega własnej osoby w kategoriach artysty, gdyż nie ma pychy i samouwielbienia – poniekąd niezbędnych dla tego zawodu. Nie jest próżny: nie rości sobie artystycznych pretensji wobec siebie ani otoczenia. Jest natomiast dobrym krytykiem własnej spuścizny. Doskonale wie, że nie jest na tyle dobra, by się z nią afiszować. Świadom własnej przeciętności jest po prostu szczęśliwy. Amatorska twórczość sprawia mu niekłamaną radość, zapewnia duchową stabilizację. Zajmuje wysokie miejsce w jego hierarchii wartości, lecz nie najwyższe.

To kino zgoła nieporywające, o leniwym tempie, oparte na repetycjach i skromne formalnie, lecz na swój sposób ujmujące. I subtelne, jak to u Jarmuscha.

Wewnętrzna stabilność Patersona kontrastuje z postawą spontanicznej i beztroskiej marzycielki imieniem Laura. Jej niesamowite pomysły na siebie nie są w stanie wyprowadzić z równowagi ostoi spokoju, jaką jest jej partner. W tym związku to ona pełni rolę wolnego ducha o artystycznym usposobieniu, choć de facto nie jest twórcza. Brakuje jej konsekwencji w dążeniu do celu, bowiem codziennie pragnie być kim innym.

Paterson to film do bólu ludzki, humanistyczny, pełen wyrozumiałości dla potulnej specyficzności przedstawionych weń małomiasteczkowych postaci. Seans operuje ciepłym i dyskretnym humorem sytuacyjnym pełnym czułości dla całkiem ekscentrycznych bohaterów, których nie spotyka żadna naprawdę poważna życiowa tragedia (choć przychodzi taki moment, że mały, „trójwymiarowy” świat Patersona runie – i nie mam tu wcale na myśli awarii autobusu). Ba, na dobrą sprawę nie znajdziemy tu ani jednego czarnego charakteru. Za takowy może uchodzić jedynie poczciwy, acz złośliwy psiak Marvin, lecz pokerowy pysk buldoga częstokroć tylko jeszcze bardziej widzów rozczula.

To kino zgoła nieporywające, o leniwym tempie, oparte na repetycjach i skromne formalnie, lecz na swój sposób ujmujące. I subtelne, jak to u Jarmuscha. Powtórzę za Martą Bałagą z portalu Stopklatka, że seans spodobałby się miłośnikom Dymu Paula Austera i Wayne’a Wonga ze względu na zbliżony nastrój obu produkcji. Najchętniej z nieukrywaną dumą podsumowałbym ten obraz terminem pochwała codzienności, gdyby ktoś (a nawet wielu ktosiów) nie wpadł wcześniej na coś podobnego. Mógłbym jedynie doprecyzować, że to pochwała rutyny, a przy okazji rzecz o niepodcinaniu skrzydeł. Nie chcę też szastać określeniem piękny, aczkolwiek Paterson zaiste należy do tych urodziwszych filmów. Nie mam tu na myśli, rzecz jasna, cudownie intensywnych kolorów (bo te są bardzo stonowane) czy jakiegoś około-musicalowego polotu ani nawet melodramatycznych uniesień, lecz ujmującą zwykłość dotykającą istoty człowieczeństwa, wspólnego życia ze sobą i obok siebie w odrębnej mikro-rzeczywistości. Może i ja zacznę pisać wiersze? Tylko o czym – że życie jest piękne?

Paterson
Reżyser: Jim Jarmusch
Występują: Adam Driver, Golshifteh Farahani, Helen-Jean Arthur
Kraj produkcji: USA
Data premiery: 30 grudnia 2016
Data premiery DVD: 11 sierpnia 2017
Język oryginalny: angielski
Gatunek: komediodramat