Czego szukasz?


Kategorie


Historia

fragment okładki/ wyd. Axis Mundi

Historia

Życie łagodnego despoty. O autobiografii „Mahatmy” Gandhiego [recenzja]

10 września 2017

Choć Gandhi powszechnie uchodzi za symbol mędrca, w istocie był osobą niejednoznaczną. 

O Gandhim słyszał praktycznie każdy. Nikomu nie jest obca postać łysego, chudego mężczyzny w podeszłym wieku, przyodzianego w biały, płócienny strój i sandały. Wyglądający nieco śmiesznie z odstającymi uszami i okrągłymi okularami na nosie, „Mahatma” („Wielki Duch”) Gandhi stał się jedną z ikon rozpadu globalnego ładu zbudowanego przez kolonialne imperia, a także jednym z twórców niepodległego państwa indyjskiego, które dzisiaj co sił gna, by zająć miejsce wśród najważniejszych mocarstw naszej planety. Czy Mohandas (bo tak brzmi jego imię) byłby dzisiaj zadowolony z przemian, jakie zaszły w jego ojczyźnie? Trudno powiedzieć, jednak warto zapoznać się z dziejami idei i ruchu, od których to wszystko się zaczęło, a co najważniejsze – z życiem ich wielkiego współtwórcy. A czy jest lepsza ku temu sposobność, niż autobiografia?

Oczywiście, bo jakżeby inaczej, Gandhi zaczyna swoją opowieść od przybliżenia nam swojej rodziny. Wywodzący się z kasty kupców korzennych ród Gandhich od kilku już pokoleń działał w administracji różnych indyjskich księstw, a jego przedstawiciele piastowali przede wszystkim ich premierostwa. Nie inaczej było z ojcem Mohandasa, Kabą Gandhim, który pełnił funkcję premiera w Radźkocie i Wankanerze. Już przy jego charakterystyce Gandhi zaznacza, co jest dla niego w człowieku najważniejsze – zasady. Uczciwość, nieprzejednanie i łagodność to cechy, które autor co rusz przywołuje przy opisie swoich przyjaciół i współpracowników. Każdy z nich musiał spełniać pewne nieoficjalne warunki, aby „Mahatma” mógł im w pełni zaufać i powierzyć obowiązki związane z akcją satjagraha, czyli ruchem społecznym stosującym bierny opór jako narzędzie wymuszania zmian prawno-ustrojowych. Można tę postawę Gandhiego zrozumieć dzięki jego własnemu zwierzeniu, iż był on człowiekiem bardzo ufnym, co parokrotnie skończyło się dla niego gorzkim zawodem. Niemniej jednak, na podstawie słów samego Mohandasa, można wysnuć wniosek, że nigdy nie miał problemów ze znalezieniem odpowiednich współpracowników, którzy pomogliby w rozwoju pokojowego ruchu oporu Indusów, czy to w Afryce Południowej, czy też w samych Indiach Brytyjskich. Często w swoich wspomnieniach odwołuje się do ingerencji siły wyższej – Boga, który to miał kierować jego losami i krzyżować ścieżkę życia Gandhiego z losami ludzi, u których znajdował zrozumienie i wsparcie.

Starał się za wszelką cenę dać wyraz swoim przekonaniom w każdej sferze swojego życia, co niewątpliwie zasługuje na szacunek, aczkolwiek zahacza o niebezpieczny fundamentalizm. Szczęśliwie dla świata, Gandhi okazał się fundamentalistycznym pacyfistą.

Sama idea satjagrahy, jeszcze nie określona z nazwy, kształtowała się w umyśle Mohandasa przez długi czas, począwszy od okresu studiów prawniczych w Anglii, aż po wieloletni pobyt w Afryce Południowej. Każda kolejna przeczytana książka, czy poznana osoba, była w istocie cegiełką w konstrukcji, która z czasem miała się stać intelektualnym fundamentem pod budowę niepodległych Indii, które jednak, jak pokazała historia, nie miały pozostać państwem zjednoczonym. Ciekawe jest jednak to, w jaki sposób Gandhi to wszystko osiągnął. Trzeba przyznać, że jego ścieżka życiowa, choć miała pewien „motyw przewodni”, w istocie była dość chaotyczna. Z jednej strony kariera nieśmiałego prawnika, z drugiej dyskusje filozoficzno-religijne, z trzeciej zaangażowanie społeczne, nie wspominając już o budowie utopijnej wspólnoty (aśramu), zarządzaniu czasopismami, ciągłych podróżach, etc., itd… Mohandas Gandhi w istocie angażował się we wszystko, co uznał za słuszne, jednak (takie odniosłem wrażenie w trakcie lektury, jakby nie było, jego własnych słów) ledwie był w stanie temu wszystkiemu podołać, zarówno finansowo, jak i fizycznie. Niebywały wysiłek fizyczny i intelektualny szedł u niego w parze z eksperymentami żywieniowymi i alternatywnymi metodami leczenia (którym to sprawom poświęca bardzo dużo miejsca w swojej autobiografii). Starał się za wszelką cenę dać wyraz swoim przekonaniom w każdej sferze swojego życia, co niewątpliwie zasługuje na szacunek, aczkolwiek zahacza o niebezpieczny fundamentalizm. Szczęśliwie dla świata, Gandhi okazał się fundamentalistycznym pacyfistą.

Niewątpliwie najgorzej radził sobie Mohandas Gandhi w życiu rodzinnym. Zgodnie z tradycją jego małżeństwo zostało zaaranżowane przez rodziców, kiedy był zaledwie kilkunastoletnim chłopcem. Jego żona, Katsurbaj, dała życie ich czterem synom, jednak z książki Gandhiego nie wynika, by była szczęśliwą małżonką, wręcz przeciwnie. Gandhi nie cierpiał sprzeciwu, a choć z wiekiem powierzchownie złagodniał i zamiast się wykłócać, bezustannie wyłuszczał drugiej stronie swoje argumenty, aż ta je przyjęła, w istocie był w tym despotyczny. Często przytacza twierdzenie, jakoby jego żona, jako osoba rozsądna, w końcu uznawała wagę jego argumentów i przyznawała mu słuszność. W istocie wydaje się, że Gandhi po prostu, w sposób łagodny, naciskał tak długo, aż jego żona, wierna tradycji, uginała się pod wolą męża. Tak było w przypadku oddania jej kosztowności na cele społeczne, lub podobnego wykorzystania drogich podarków, jakie otrzymała od wdzięcznych za poświęcenie Mohandasa ludzi. Uprawnionym wydaje mi się stwierdzenie, że Gandhi właściwie złożył swoją rodzinę w ofierze na ołtarzu własnych idei. Choć sam ukończył angielski uniwersytet i uważał to za korzystne dla swojego życia, swoich synów nie posłał do prowadzonych przez Europejczyków szkół, ponieważ nie zgadzał się z ich programem. Uznał, że będzie dla nich lepszym nauczycielem, ale w istocie prawie nigdy nie miał dla nich czasu i ostatecznie nigdy ich edukacji nie ukończył. Wszystko, na co mogli liczyć, to życiowe doświadczenie, aczkolwiek uczciwie trzeba przyznać, że przy takim ojcu mieli kształcących doświadczeń pod dostatkiem. Tak czy inaczej, całe życie rodziny Gandhich było podporządkowane filozofii życiowej Mohandasa, który, choć niewątpliwie kochał swoich bliskich, ich dobro widział głównie w posłuszeństwie wobec siebie i poświęceniu dla jego wizji.

Choć Mohandas Karamczand „Mahatma” Gandhi powszechnie uchodzi za symbol mędrca, który, urodziwszy się tysiąc lat wcześniej, założyłby niewątpliwie własną, pokojową religię, w istocie był osobą niejednoznaczną. Jego wspaniałe osiągnięcia na polu pracy społecznej stały w kontraście z marnym wypełnianiem roli męża i ojca. Poprzez posty, dietę i celibat zapanował nad swoimi wybuchami i popędliwością, nadal pozostając przy tym despotą, który krył swoją władczą i niecierpiącą sprzeciwu naturę pod maską łagodnego mędrca. Choć zawsze miałem mieszane uczucia wobec osoby Gandhiego, po lekturze jego autobiografii jestem jeszcze bardziej skonsternowany. Wypada mi jedynie mieć nadzieję, że kiedy powstały w wyniku lektury autobiografii Gandhiego kurz opadnie, pozostanie w mojej pamięci nie tylko bogatszy w szczegóły, ale i konkretniejszy obraz tej jednej z najciekawszych postaci XX wieku.

 

Autobiografia. Dzieje moich poszukiwań prawdy
Autor: Mohandas Karamczand Gandhi
Wydawnictwo: Axis Mundi
Tłumaczenie: Józef Brodzki
Liczba stron: 512
Data wydania: 09.11.2016

Marcin Finc
Author

Marcin Finc