Czego szukasz?


Kategorie


Książka

Samolot torpedowy Fairey Swordfish na tle lotniskowca "Ark Royal" / materiały Wawrzyńca Markowskiego

Książka

Złoty pociąg do historii – wywiad z ks. Wawrzyńcem Markowskim

4 listopada 2015

Nie jest typowym pastorem. Mówi o sobie „pacyfista o wojskowych zainteresowaniach”. 

 

Nie jest typowym pastorem. Mówi o sobie „pacyfista o wojskowych zainteresowaniach”. Pisze książki i kolekcjonuje stare fotografie. Ksiądz Markowski opowiada o bolączkach polskich badaczy, bitwie o Atlantyk i… pociągu do historii.

We wrześniu głośno było o przeszło stuletnim wraku parowca, który po wielkiej suszy wyłonił się na rzece Bug. Pomyślałam, że z II wojną światową jest jak z tym okrętem – po latach wciąż wychodzą na wierzch nowe, zaskakujące fakty. Dlaczego jest jeszcze tyle niewyjaśnionych zagadek?

Dzieje się tak głównie ze względu na wciąż trudny dostęp do archiwaliów. Na przykład, dla polskiego badacza barierą nadal pozostają finanse. Chcąc pisać chociażby o zmaganiach na Atlantyku, należałoby odwiedzić archiwa w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych…. To ogromny koszt, a w przypadku Ameryki również problemy wizowe. Na szczęście są fora internetowe, gdzie czasem można poprosić kolegę z innego kraju o sprawdzenie konkretnych faktów. Użytkownicy forów często udostępniają różne, ciekawe materiały. Z kolei rosyjskie archiwa w większości wciąż pozostają dla badaczy fortecami nie do zdobycia. A przecież istotną częścią bitwy o Atlantyk były arktyczne konwoje, zmierzające do północnych portów Związku Radzieckiego – głównie do Murmańska, ale również do Archangielska.

ks. Wawrzyniec Markowski / materiały prasowe

ks. Wawrzyniec Markowski / materiały prasowe

A poza dostępem do archiwów? Może po prostu nasza literatura w tej tematyce jest wciąż zbyt uboga?

Problemem jest bariera językowa. O flocie holenderskiej na przykład najwięcej materiałów jest – co oczywiste – w języku niderlandzkim, o norweskiej – w norweskim. I chociaż udział wspomnianych flot nie był w walkach o Atlantyk zbyt imponujący, to nie powód, by pomijać je w opracowaniach, mających ambicje całościowego ukazania przebiegu tych walk.

Co dziś zostało po walkach II wojny na dnie mórz i oceanów?

Któż to może wiedzieć? Podczas zakrojonej na gigantyczną skalę ewakuacji Niemców z terenów zajmowanych przez prącą na zachód Armię Czerwoną, co działo się w latach 1944-1945, zatonęło wiele jednostek. Część z nich mogła przewozić – i zapewne przewoziła – ładunki o dużej wartości materialnej, a także dobra kultury. Być może sławetna i poszukiwana od dziesięcioleci „Bursztynowa Komnata” spoczywa na dnie Bałtyku?

Swego czasu była największym poszukiwanym skarbem wojennym. Teraz numerem jeden jest Złoty Pociąg. Czy wciągnęły Księdza te sensacyjne doniesienia?

Tę historię śledzę głównie poprzez portale internetowe. Na pewno tego typu odkrycia są zawsze zaprawione wielką dawką sensacji. Ale – co najważniejsze – kierują uwagę na sprawy związane z historią. I być może w tym tkwi ich największa wartość. Pożyjemy, zobaczymy…

Jakie znalezisko związane z II wojną światową, od strony floty bądź lądu, byłoby obecnie największym odkryciem?

Jeśli mówimy o II wojnie na morzu z polskiej perspektywy, to z całą pewnością wielkim odkryciem byłoby zlokalizowanie wraku okrętu podwodnego ORP „Orzeł” i wyjaśnienie przyczyn jego zatonięcia. A od strony lądu? Może odnalezienie legendarnego polskiego bombowca PZL. 37 „Łoś”. Podobno jakiś zachował się w Rosji… Czasem ćwierkają o tym wróbelki…

Przejdźmy do II tomu „Burzy nad Atlantykiem”. Jedna z wypowiedzi, w której komentował Ksiądz poruszane w książce zagadnienia, brzmiała: „wojna zaczęła się dla Niemców o 5-6 lat za wcześnie”. Co to oznacza?

Przygotowany przed wybuchem II wojny światowej program rozbudowy niemieckich sił morskich, tak zwany „Plan Z”, przewidywał wybudowanie do 1945 roku około 800 jednostek, w tym 13 pancerników i krążowników liniowych, 4 lotniskowce, 15 pancerników „kieszonkowych” oraz 23 krążowniki. Również siły podwodne byłyby o wiele liczniejsze niż w 1939 roku. Taka flota miałaby realną możliwość pokonania floty Wielkiej Brytanii, zwłaszcza w sytuacji, kiedy Royal Navy musiała pilnować brytyjskich interesów na całym niemal świecie. Oczywiście możemy się zastanawiać, czy inne państwa dopuściłyby do takiej rozbudowy Kriegsmarine – ale to w tej chwili będzie tylko zwykłe „gdybanie”. Nawet jeśli Plan Z nie zostałby zrealizowany w całości, to Niemcy w latach 1945-1946 z pewnością dysponowałyby o wiele liczniejszą i nowocześniejszą flotą niż w 1939 roku.

Burza1

Wrak stawiacza min ORP „Gryf” / archiwum Wawrzyńca Markowskiego

Dlaczego bitwa o Atlantyk trwała od początku do końca wojny? Jaki wpływ na jej przebieg miała strona polska, nasze okręty?

Bitwa o Atlantyk trwała tak długo, jak długo toczyła się wojna lądowa – do ostatnich właściwie dni swego istnienia III Rzesza usiłowała dotrzymać pola Aliantom, co oczywiście w ostatniej fazie wojny wiązało się z ogromnymi stratami przy bardzo nikłych sukcesach. Jednak wojnę rozstrzygnęły działania na lądzie – dopiero kapitulacja Niemiec położyła kres walkom na morzu. Wkład Polskiej Marynarki Wojennej w zwycięstwo Aliantów był adekwatny do jej liczebności – jak wiemy, niewielkiej. Ale polscy marynarze i polskie okręty zapisali niejedną chlubną kartę tej historii. I z honorem wypełnili swój obowiązek wobec Ojczyzny.

Mówią o Księdzu „ksiądz militarysta”, czym – właśnie pod kątem zbrojnym – wyróżniały się działania na morzach i oceanach w czasie II wojny światowej, w porównaniu do działań z poprzedniej wojny?

Podstawowa różnica była taka, że niemiecka flota wojenna podczas II wojny światowej była o wiele słabsza, niż ta z okresu I wojny. Podczas I wojny Niemcy mogli pozwolić sobie na próbę stoczenia walnej bitwy morskiej z flotą brytyjską (podczas tzw. bitwy jutlandzkiej). Podczas II wojny byłoby to nie do pomyślenia. W związku z tym całkowicie różniła się taktyka niemieckich sił nawodnych – była to głównie wojna krążownicza na dalekich akwenach i wypady pancerników. Natomiast działania U-bootów były podobne – w obydwu wojnach chodziło o przerwanie brytyjskich linii komunikacyjnych i „zagłodzenie” Wielkiej Brytani.

Historia którego bohatera „Bitwy o Atlantyk” jest szczególnie fascynująca?

Z pewnością jedną z takich postaci jest kapitan Jan Grudziński – dowódca okrętu podwodnego ORP „Orzeł”. Z nim właśnie wiąże się historia dramatycznej ucieczki „Orła” z internowania w estońskim porcie Tallin, a później z Bałtyku w ogóle. Nie będę tej historii w tym miejscu przypominał, ponieważ jest ona powszechnie znana – nie tylko miłośnikom morskiej historii.

Wiadomo, że aby ukazał się II tom „Burzy”, „przekopał” Ksiądz wiele źródeł…

Docierałem do materiałów najróżniejszymi drogami – od zakupu wielu najnowszych książek na temat wybranych aspektów atlantyckiej bitwy, do kontaktów i konsultacji z historykami z innych państw.

Pasją do morza i morskich bitew zaraził Księdza główny autor „Burzy”, pan Andrzej Perepeczko. Jak udało się Księdzu „przebić” do tak znaczącej postaci i nawiązać współpracę, napisać wspólnie książkę?

Nasza znajomość sięga czasów współpracy z gdańskim wydawnictwem AJ-Press. Ponadto, moimi sąsiadami w Gdańsku byli członkowie rodziny pana Andrzeja, dzięki którym po raz pierwszy mogłem spotkać go osobiście. Tak więc, nieco dziwne drogi poprowadziły nas do punktu, w którym wydawca obecnej edycji „Burzy”, pan Krzysztof Grynder, zaproponował mi pracę przy redakcji tekstu. Na spotkaniu z Autorem uzgodniliśmy, że ta redakcja będzie miała „twórczy” charakter – czyli że będę się starał tekst uzupełnić. Kiedy pan Andrzej zobaczył zakres tych uzupełnień, uznał, że powinienem zostać wymieniony jako współautor książki. Było to dla mnie ogromnym zaszczytem.

W jednym z wywiadów podkreślał Ksiądz, że najbardziej ceni sobie odkrywanie nieznanych kart historii. Czy również tych, które próbuje się zamieść pod dywan? Oglądał Ksiądz najnowszy film o Pileckim?

Jeszcze nie miałem okazji zobaczyć tego filmu z racji sporych zawirowań życiowych, m. in. przeprowadzki do innego miasta, więc na to pytanie trudno mi odpowiedzieć. Ale generalnie uważam, że powinno się krzewić wiedzę – również poprzez filmy – o bohaterskich postaciach z naszej historii.

A jak ocenia Ksiądz publikacje książkowe i filmowe produkcje poświęcone tematom II wojny, jak np. szczególnie eksploatowanemu ostatnio Powstaniu Warszawskiemu? To dobre źródła?

Różnie bywa… Niektóre „nośne” tematy czasami wykorzystywane są po prostu do „robienia pieniędzy”, czasem do szukania sensacji. Ale są też publikacje i filmy bardzo rzetelnie traktujące poruszane tematy… Generalnie – dobrze, że o historii znów zaczyna się mówić. To ważne, aby Naród pielęgnował chlubne tradycje i rozprawił się z tym, co takie chlubne już nie było…

Z wielkim rozmachem powstaje Muzeum II Wojny Światowej – popiera Ksiądz ten rozmach, projekt architektoniczny, ideę?

To inicjatywa, która budzi kontrowersje. Ale jak wspomniałem– nigdy za dużo mówienia o historii, prezentowania jej. Wierzę, że Muzeum II Wojny Światowej będzie miejscem, gdzie zwiedzającym w sposób ciekawy będzie prezentowana rzetelna wiedza.

Kto jest dla Księdza autorytetem w dziedzinie historii II wojny?

Jeśli mówimy o temacie, wokół którego przez cały czas się „kręcimy”, czyli o bitwie o Atlantyk, to takim autorytetem jest właśnie pan Andrzej Perepeczko. Autorytetem w sprawach związanych z udziałem w II wojnie światowej sił zbrojnych Związku Radzieckiego był dla mnie nieżyjący już niestety profesor Paweł Wieczorkiewicz, który do śmierci prowadził moją pracę doktorską. Ale trudno wskazać kogoś, kto byłby autorytetem w dziedzinie historii CAŁEJ II wojny światowej. Badacze zajmują się zwykle wybranymi aspektami tej historii. I tak jest chyba dobrze, bo jak wiemy, jeśli „coś jest do wszystkiego, to tak naprawdę jest do niczego”.

Ostatnie pytanie natury „technicznej”: dlaczego na okładce tomu „Burza nad Atlantykiem” jest „Wawrzyniec Markowski”, a nie „ks. Wawrzyniec Markowski”?

Hmmm… Po prostu nikomu nie przyszło to do głowy na czas…

Dziękuję za rozmowę. 

 

Rozmawiała Joanna Adrian

Polecamy:

Recenzja „Burzy nad Atlantykiem. Tom II”

Fragment książki: „Podwodni komandosi wkraczają do akcji”