Czego szukasz?


Kategorie


Książka

Wydawnictwo MAG

Książka

Trudna przeprawa. „Diaspora” Grega Egana

12 lipca 2015

Gdy autor bardziej przeszkadza, niż pomaga…

Lubię science fiction. Całkiem nieźle radzę sobie także z jego odmianą hard, gdzie poziom trudności czytania jest wyższy niż przeciętnej lekkiej powieści „dla zabicia czasu”. Jednakowoż ciężko zmagać się z trudną materią, gdy nie mamy odpowiedniego przewodnika, w tym przypadku autora.  Zdecydowanie Greg Egan  nie poprowadził mnie przez swoje dzieło. Bardziej przeszkadzał niż pomagał.

W zasadzie zawsze, gdy poznaję jakąś książkę, w głowie układa mi się plan tego, co chcę o niej powiedzieć w recenzji. Teraz niestety jest inaczej. Im dalej w las, tym ciemniej. Wysokie drzewa trudnego słownictwa z zakresu – głównie fizyki – spowodowały, że czułem się zagubiony. A nie musiałbym, bo cała historia mogłaby być napisania przystępniej. Chociażby dlatego, że pomysł w ogólnym zarysie był już poruszany wielokrotnie. „Diaspora” traktuje o odległej przyszłości, w której ludzkość w znanej nam formie wyewoluowała (chociaż pewnie według Egana nie byłoby to najlepsze określenie).

„Diaspora” traktuje o odległej przyszłości, w której ludzkość w znanej nam formie wyewoluowała.

Organiczna ludzkość, determinowana poprzez ciało i fizjologię, zostaje w znacznym stopniu zastąpiona przez cybernetyczne odpowiedniki, a nieliczni „białkowi” posiadają zatrważające ilości wszczepów wspomagających i zmieniających ludzi w cyborgi. W tym świecie prym wiodą jednak cyfrowe „boty”, czyli ludzie przetransferowani na binarne awatary. Taka ludzkość nadal się reprodukuje, chociaż czasem zdarzają się błędy w operacjach, w wyniku których kreowane są „sieroty”, a więc podmiot ludzki (no prawie) cyfrowy, który powstaje jednak bez znaczących elementów kodu rodziców. Przez to „sierota” nie jest w stanie się zintegrować w pełni ze swoim środowiskiem.

Jak widać, koncepcja cyfryzacji duszy i człowieka wygląda naprawdę bardzo interesująco i zdecydowanie dalsze jej rozwijanie miałoby sens. Problemem jest jednak balans naukowości i fabuły, rozwinięcie akcji i podejście do opisywanych zdarzeń. Naukowości jest zdecydowanie więcej, śmiałe wizje autora są skutecznie zasłaniane przez język i zdolności pisarskie autora.

Problemem jest jednak balans naukowości i fabuły, rozwinięcie akcji i podejście do opisywanych zdarzeń.

Cechą szczególną science fiction jest możliwość ulokowania w nim mnóstwa najróżniejszych pomysłów, które z różnych względów nie mogłyby się znaleźć się w innym gatunku. Warto pamiętać o tym, iż jest to jednak literatura tylko o sznycie popularnonaukowym, a nie tekst naukowy stricte. Całość ma sprawiać przyjemność i satysfakcję. Fabuła, rozpisanie akcji i bohaterowie muszą być ważniejsi niż sam koncept czy zagadnienia poruszane w książce. Te mają być tłem, przyczynkiem do rozprawy nad ogólnym problemem, a nie problemem samym w sobie. Jako czytelnicy możemy się miedzy sobą licytować ze znajomości zagadnień poruszanych w sf, związanych z kosmosem, przyszłością, fizyką, chemią czy biologią. Jednakże przerzucanie się i sprawdzanie własnej wiedzy kiedyś się kończy, wszak jesteśmy czytelnikami, a nie naukowcami czy autorami (chociaż naukowcy-autorzy także się zdarzają). I tutaj natrafiamy na problem z „Diasporą”, a mianowicie wysokim „progiem wejścia”. Od początku mamy trudności związane z ogarnięciem historii, a także słownikiem używanym przez autora. Faktem jest, że gdybyśmy próbowali się z twórcą licytować na wiedzę, to Egan zagiąłby nas – i generalnie zagina – na co drugiej, co trzeciej stronie książki. Pozostaje nam więc walczyć z materią, czytać powoli i w skupieniu, wertując co rusz słownik pojęć zamieszczony w tomie.

Zawsze w przypadku tak trudnych tytułów zastanawiam się, gdzie przebiega granica pomiędzy lekko bolesną przyjemnością („no ciężka, ale dam radę, ma coś w sobie”) a sadomasochizmem literackim („męczę się, mam jej dość, chcę już mieć to za sobą”).  „Diasporze zdecydowanie” bliżej do tego drugiego typu literatury. Nie oznacza to oczywiście, że to książka zła. Nic z tych rzeczy. Problem polega jednak na tym, że aspekt naukowych rozważań zdecydowanie przysłania fabularną i czysto literacką – pod względem warszatatowym – warstwę książki. To powoduje, że trudno się ją czyta i rozumie, a co za tym idzie, ciężko czuć przyjemność z takiej lektury. Szczęśliwi ci, którzy takową w „Diasporze” znajdą, bo rozmach i wizje autora warte są poznania. Pamiętać jednak musimy, że łatwo nie będzie.

 

diaspora

Tytuł: Diaspora
Autor: Greg Egan
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Wydawnictwo: MAG
Premiera: 4 lutego 2015
Ilość stron: 305