Czego szukasz?


Kategorie


Książka

fragment okładki/ wyd. MAG

Książka

Mroczna „Studnia Wstąpienia” Brandona Sandersona

9 stycznia 2016

„Czyż nawet szaleniec nie powinien polegać na swoim umyśle i swoich doświadczeniach, a nie na innych?”

Witamy w Luthadelu! Po raz drugi. Minął rok. Imprator upadł, Skaa uwolnieni.  Zmarli obwołani bohaterami, cóż więc może pójść nie tak? Ano mogą nas najechać dwie wielkie armie. Jesteśmy pomiędzy młotem a kowadłem i najpewniej poleje się krew. W dużej ilości…

Tyle wystarczy tytułem krótkiego wprowadzenia do drugiej części trylogii Brandona Sandersona, by wiedzieć, z czym rozpoczniemy przygodę w kolejnej odsłonie powieści. Po śmierci Kelsiera jego miejsce w narracji zajmie Elend Venture, który mianował się Królem Środkowego Dominium, a jego najważniejszą bronią będzie Vin,  znana z poprzedniej części bohaterka, najpotężniejsza Zrodzona z Mgły.

„Obawiam się jednak, że wszystko, co wiem – moja historia – zostanie zapomniane. Boję się świata, który nadejdzie. I że moje plany się nie powiodą. Boję się zguby gorszej niż Głębia.”

Sytuacja, jak wspomniałem wyżej, prezentuje się kiepsko. Oto pod mury miasta nadciąga armia Straffa Venture, ojca Elenda, który bynajmniej nie chce wpaść do syna z rodzinną wizytą. Od zachodu zbliża się  Aschweather Cett, który chce położyć swoje chciwe ręce na bogactwie Luthadelu.

Gdyby tego było mało, do miasta zbliża się potężna trzecia armia, która militarnie jest w stanie zgnieść niemal każdego przeciwnika. Tym samym Elend i poddani w stolicy znajdują się w bardzo trudnym położeniu.  Zamknięci z trzech stron w żelaznym uścisku, nie będą w stanie prowadzić skutecznej obrony na trzy fronty.

Szansą może być tytułowa Studnia Wstąpienia, mityczne miejsce, którego moc może rzekomo przechylić szalę zwycięstwa na stronę Luthadelu. Ktoś jednak musi je odnaleźć, więc zadanie to spada na Vin. Bohaterka musi się spieszyć, bo czas ucieka.

Historia ze „Studni…” właściwie trzyma poziom z pierwszej księgi. Klimat Luthadelu nadal jest mroczny, ciężki i duszny. Jest nawet wyczuwalnie groźniejszy niż poprzednio. Naturalnym zmianom uległa też sama Vin, która zmieniła się znacząco na przestrzeni czasu i poprzednich wydarzeń. Jedyne, co uległo zmianie, to tempo akcji. Można odnieść wrażenie, że Sanderson wyhamował nieco czytelnika. Pewna doza dynamiki gdzieś uleciała (może z mgłą?). Stało się jeszcze bardziej złowieszczo, ale bardziej statycznie.

„Kiedy jednak wreszcie udamy się na spoczynek, nie umiem zasnąć. Te same myśli, które prześladują mnie za dnia, spokój nocy tylko potęguje…”

Sytuacja ta zmienia się nieco pod koniec książki. Wkrada się dramatyzm i niespodziewane rozwinięcia akcji. Całość kończy się czymś na kształt cliffhangera, który jest zapowiedzią, wierzę w to głęboko, dobrej ostatniej części cyklu.

W „Studni Wstąpienia” mamy wszystko to, co znamy z poprzedniczki. Jest miejsce na politykę, układy czy drobne twisty fabularne. Nie zabrakło też, chwalonej przeze mnie w poprzedniej recenzji (link poniżej), Allomancji. Oczywiście zostało także nieco miejsca na  wątek romantyczny, który – jak dla mnie – mógłby nie istnieć. Wprowadza wprawdzie nieco kolorytu do ciemnej palety, którą malowana jest powieść, jednak czy to dobrze? Moim zdaniem – niekoniecznie.

W kwestii języka, stylu czy ogólnej koncepcji fabuły, do Sandersona nie mam żadnych zastrzeżeń. Wszystko jest więc na odpowiednio wysokim poziomie, bardzo dobrze zestrojone i uszeregowane. Czytanie nie męczy, raczej też nie nudzi (no może poza niektórymi krótkimi fragmentami).

Autor podał nam kolejne, bardzo dobre czytadło na długie zimowe wieczory. Jeśli więc jesteście po części pierwszej, to z tą także musicie się zapoznać. Finał zdecydowanie dobrze się zapowiada.

studnia-wstapienia-b-iext29320255

Autor: Brandon Sanderson
Tytuł: Studia Wstąpienia
Tłumaczenie: Anna Studniarek
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 799
Premiera: sierpień 2015

Przeczytaj także recenzję książki Z mgły zrodzony.