Czego szukasz?


Kategorie


Historia

1918, fot. National Science and Media Museum/ źródło: Foter.com

Historia

Strach ma nie tylko wielkie oczy. O książce Gabriela Chevalliera [recenzja]

5 czerwca 2017

Gabriel Chevallier, korzystając z własnych doświadczeń, wprowadza nas w świat eksplodujących pocisków i serii z karabinów maszynowych, gdzie toczyło się codzienne życie żołnierzy po obu stronach linii frontu.

Dojmujący i wszechogarniający, nie dający wytchnienia, towarzyszący zarówno w trakcie działań ofensywnych, jak i obronnych, a także w trakcie posiłku, snu, marszu, pisania listów i wizyty w latrynie. Tytułowy strach był nieodłącznym towarzyszem żołnierzy w trakcie I wojny światowej.  Gabriel Chevallier, korzystając z własnych doświadczeń, wprowadza nas w świat eksplodujących pocisków i serii z karabinów maszynowych, gdzie toczyło się codzienne życie żołnierzy po obu stronach linii frontu.

Jean Dartemont, powieściowy bohater i odpowiednik Chevalliera-pisarza, jest typowym przedstawicielem młodzieży tamtego okresu, sądzącego, że wojna to rodzaj krajoznawczej wyprawy, w trakcie której zwiedza się nowe miejsca, a przy okazji, od czasu do czasu, bohatersko rozprawia z „Boszami” (czyli Niemcami), z czego relacje niewątpliwie sprzyjają wkradaniu się w niewieście łaski. Tym niemniej młodemu rekrutowi towarzyszą pewne wątpliwości, ku którym, jako osobowość skrajnie indywidualistyczna i wolnomyślicielska, ma skłonności. Wstępem do nich staje się lincz na nieszczęśniku, który otwarcie nie podzielał patriotycznego uniesienia pozostałych gości pewnej kawiarenki, przed którą orkiestra przygrywała Marsyliankę. Ów ubogo przyodziany człowiek wykazał się sporą odwagą wśród tłumu dumnie stojących do hymnu, przyznając, że nie ma zamiaru fetować wybuchu wojny. Jak przytomnie zauważa Dartemont, okazał się on pierwszą ofiarą wojny – głosem rozsądku.

W rzeczywistości powieść Strach nie jest poświęcona wydarzeniom pierwszowojennym, ale ludzkiej psychice i jej reakcjom na ten barbarzyński spektakl przemocy i zniszczenia.

Całość tych wspomnień ubranych w powieściowe szaty można podzielić na dwie zasadnicze, przeplatające się części. Pierwsza to ta, kiedy bohater znajduje się poza polem walki – w rodzinnym mieście, w koszarach w trakcie szkolenia, w szpitalu z powodu rany, na przepustce czy na tyłach. Druga, kiedy w okopach wykonuje swoje żołnierskie rzemiosło. Wydawać by się mogło, że przy tematyce wojennej, a zwłaszcza w przypadku wspomnień szeregowca notorycznie ryzykującego życie na pierwszej linii frontu, ten czas chaosu będzie odgrywał w narracji zasadniczą rolę, jednak u Chevalliera jest on zaledwie fragmentem tła. Hałaśliwym, brudnym i zabójczym, ale jednak tłem.

W rzeczywistości powieść Strach nie jest poświęcona wydarzeniom pierwszowojennym, ale ludzkiej psychice i jej reakcjom na ten barbarzyński spektakl przemocy i zniszczenia. Dartemont, młody wolnomyśliciel, pomimo otaczającej go atmosfery śmierci i zniszczenia, jest w stanie wykrzesać z siebie nieco filozoficznej refleksji, która wykracza poza typowe dla frontowych wojaków przemyślenia. Dostrzega on absurdalność całej sytuacji, kiedy dwa narody, szczute przez swoich przywódców, rzucają się sobie do gardeł, faszerowane pseudopatrotycznymi bzdurami i propagandą historycznej konieczności. Widzi on, że knut strachu, którym gnane są przeciwko sobie zagony obywateli i poddanych nie jest dzierżony przez wroga, ale przez własnych polityków i dowódców, bo przecież jeśli nie zaryzykujesz swojego życia i nie rzucisz go na szalę wojennej zawieruchy, w imieniu prawa lub cesarza odbierze ci je twoje własne państwo. W końcu większość francuskich, a zapewne i niemieckich żołnierzy, nie mniej, a może i nawet bardziej, obawiała się decyzji własnych dowódców niż kul i bomb strony przeciwnej. I tak, jeśli jesteś na tyłach, modlisz się, żeby nie wysłali cię na linię frontu. Jeśli jesteś w okopach, błagasz los, żeby sztab nie zarządził ofensywy. Kiedy zostajesz ranny i wysyłają cię do szpitala na rekonwalescencję, myślisz tylko o tym, by wojna się skończyła przed twoim ozdrowieniem.

Widok rozdzieranych przez eksplozje towarzyszy broni, albo ścinanych serią z karabinu maszynowego żołnierzy strony przeciwnej, jest argumentem wystarczającym, by z przeciętnego człowieka uczynić pacyfistę. Smród rozkładu, błoto okopów, pejzaż zniszczenia dokonanego przy użyciu dział i moździerzy. W trakcie walk słychać tylko dźwięk eksplozji i wystrzałów, świst pocisków i szrapneli, zaś tuż po niej jęki rannych i błagania o miłosierny czyn dobicia ze strony umierających w mokrej ziemi zrytej ogniem niszczycielskiej techniki. Potem zostaje już tylko lęk o to, co będzie się z nami działo za godzinę, za dzień czy za dwa. Bo choć na wojnie zdarzają się czyny bohaterskie, które później są opiewane w prasie i stają się kanwą dla powieści i filmów, to jednak, jak udowadnia nam to Chevallier, w większości wojna składa się jedynie z tragedii, do której ludzie gnani są przez wszechobecny strach. Jedynego prawdziwie wiernego towarzysza trudnych frontowych dni.

Strach
Autor: Gabriel Chevallier
Wydawnictwo: Fundacja historia.pl & KATMAR
Tłumaczenie: Piotr Tymiński
Liczba stron: 302
Data wydania: 24.04.2017

Marcin Finc
Author

Marcin Finc