Czego szukasz?


Kategorie


Muzyka

materiały prasowe

Muzyka

Są ścieżki, których nie ma. Mitch And Mitch w Starym Maneżu [relacja]

19 października 2017

Muzyczna erudycja pozwala im robić sobie jaja niemal ze wszystkich. Mimo wszystko Mitche chyba nieco spoważnieli. Nie trzeba więc było się martwić na zapas, że jajcarskość ich stylu przysłoni walory kompozycyjne czy brzmieniowe.

Chyba dobrze się stało, że Mitch & Mitch nie eksplorują już rejonów pokrewnych nadpobudliwych jajcarzy pokroju Franka Zappy, Primusa czy rozlicznych projektów Mike’a Pattona (choć, gdy wpadali czasem w pseudobałkański klimat, rezultat mógł przywodzić na myśl także poważniejszy System Of A Down). Nie każdy bowiem przepada za podobnym potokiem audialnych żartów. Reszta zapewne i tak traktuje je niczym odskocznię od poważnej, choć nadal rozrywkowej, muzyki.

Obecna odsłona kolektywu to już zgoła inne granie. Zappy została najwyżej odrobina, a więcej tu klimatów rodem z kina blaxploitation (ze szczególnym wskazaniem na kapitalny soundtrack Shaft Isaaca Hayesa), może Tortoise, ewentualnie trochę Irvinga Josepha – aczkolwiek mniej u Mitchów pierwiastka jazzowego, nawet jeśli często używany wibrafon dodawał nieco kolorytu kojarzącego się z najlepszym okresem dla jazzu, czyli przełomem lat 50 i 60. Zresztą prawie każda kompozycja brzmiała, jakby stanowiła część nieistniejącej ścieżki dźwiękowej.

Obecna odsłona kolektywu to już zgoła inne granie. Zappy została najwyżej odrobina, a więcej tu klimatów rodem z kina blaxploitation, może Tortoise, ewentualnie trochę Irvinga Josepha – aczkolwiek mniej u Mitchów pierwiastka jazzowego.

Zastanawiałem się, czy podczas koncertu w Starym Maneżu 7 października zagrają coś w hołdzie niedawnemu współpracownikowi, jednak zdystansowali się od postaci Zbigniewa Wodeckiego. W czeluściach Starego Maneża skupiono się oczywiście na repertuarze najnowszego wydawnictwa Visitantes Nordestinos (w tym śpiewne O Anestesista, które zabrzmiało dwukrotnie, przy czym na bis wspomogło zespół około dziesięciu zaproszonych na scenę osób z widowni), które zrealizowano wespół z brazylijskim muzykiem i producentem Kassinem. Poprzednią zaś kolaborację, mianowicie Bakterien & Batterien stworzoną z pomocą Felixa Kubina, reprezentowało Bój się Boogie. Z dzieł lat przeszłych, zdarzyło im się parokrotnie sięgnąć po XXII Century Sound Pioneers, której stylistycznie najbliżej do promowanego albumu (szczególnie, że na debiutanckiej Luv Yer Country – dominował raczej parodystyczny contry and western). Zatem Two Fingers Up and Walk zwyczajowo przeszło w Karateporno z 12 Catchy Tunes (We Wish We Had Composed). Ponadto z pierwszego albumu usłyszeliśmy także Il colore degli angeli, a z drugiego – Pizzaman.

Choć muzycznie skład nieco okrzepł, Macio nadal uwielbia się wygłupiać (mój ulubiony moment to ten, kiedy basista w osobliwy sposób usiłował dopomóc perkusiście klaszcząc kompletnie nie do rytmu). Moretti głos wykorzystywał tym razem nie do śpiewu, a wyłącznie do przekomarzania się z publiką i przedstawiania zespołu (cała konferansjerka odbywała się, rzecz jasna w języku angielskim – jak to szef bandy ma w zwyczaju). Dodatkowo niepoważny lider zachęcał widownię do szaleństw przy pomocy wymownych ruchów prawym ramieniem. Za największy skandal można uznać jedynie fakt, że jego gitara była zdecydowanie zbyt cicho. A warto dodać, że zaprezentował się rozbudowany skład (łącznie ośmiu chłopa) niemal samych multiinstrumentalistów, zatem ten drobny dyskomfort był mimo wszystko nieco zrozumiały, aczkolwiek nie powinien był się wydarzyć.