Czego szukasz?


Kategorie


Muzyka

Psychic TV/ fot. materiały prasowe

Muzyka

Rozbiór w ciemną noc. Psychic TV i Das Moon w B90 [relacja]

5 czerwca 2017

Psychic TV to już niemal pop, a ściślej: rock w bardziej klasycznym rozumieniu, z dużą domieszką psychodelii pokrewnej nieco The Stooges. I pewnie ten transowy aspekt najbardziej przyciąga słuchaczy.

Pierwszy raz mieliśmy okazję być na koncercie w B90 na mniejszej scenie. W sumie nie ma się czemu dziwić: zespół raczej niszowy, więc i frekwencja powinna być odpowiednio skromniejsza. W porównaniu jednak z poprzednim zespołem Genesisa P-Orridge’a – kultowym bandem industrialnym Throbbing Gristle – Psychic TV to już niemal pop, a ściślej: rock w bardziej klasycznym rozumieniu, z dużą domieszką psychodelii pokrewnej nieco The Stooges (wszak legendarna grupa Iggy’ego Popa na początku używała przedrostka Psychodelic). I pewnie ten transowy aspekt najbardziej przyciąga słuchaczy. A przynajmniej niżej podpisanego.

Wpierw jednak 1 czerwca zaprezentowali się Polacy, którzy szyld obrali niemiecki, a śpiewają głównie po angielsku. Trio Das Moon (wokalistka Kamila Janiak oraz instrumentaliści Marek Musioł i Grzegorz Szyma) to przyjemny dark electro z ciekawą oprawą wizualną. Na telebimie można było przeczytać chociażby tytuły kolejnych kawałków pochodzących głównie z najnowszej – trzeciej już w dorobku zespołu – płyty Dead, co ułatwia sprawę nie tylko dziennikarzom relacjonującym koncert, lecz przede wszystkim fanom. Taka przystawka przyzwoicie przygotowała nasze uszy na danie główne.

Psychic TV nagrali szereg albumów, lecz skupili się na ostatniej płycie długogrającej Snakes sprzed trzech lat oraz zeszłorocznej epce Alienist.

Z początku wszyscy muzycy (poza perkusistą) byli ubrani na biało, a wokalista Genesis o niewzruszonym głosie dodatkowo nosił lampkę-czołówkę. Z czasem trochę się to zmieniło, a przy okazji odzieżowego „rozbioru” (wokalista odsłonił koszulkę z napisem FUCK CANCER) klimat muzyczny nieco się rozkręcił. Liderowi zdarzało się podejść do skrzypiec spoczywających z tyłu na wzmacniaczu i dołożyć swoje trzy grosze do hałasu. A jeśli komuś nudził się widok raczej statycznego, pięcioosobowego zespołu, mógł podziwiać wizualizacje na telebimie.

Bodaj każdy utwór poprzedzały różne gadane wstawki z filmów lub wywiadów telewizyjnych, w tym ta najłatwiej rozpoznawalna, gdzie Bill Clinton zaprzecza, jakoby utrzymywał kiedykolwiek stosunki natury seksualnej z Monicą Levinsky. Inną z kolei, utrzymaną w nastroju – można by rzec – atawistycznym Genesis skomentował słowami „brzmi jak udany seks” (wcześniej docenił i podziękował publiczności, że pojawiła się na koncercie w środku tygodnia).

Psychic TV nagrali szereg albumów (nawet nie ośmielę się podać ich liczby, bo na pewno coś pominę i będzie wstyd), lecz skupili się na ostatniej płycie długogrającej Snakes sprzed trzech lat (Burning the Old Home oraz śpiewne After You’re Dead, She Said, które ładnie wybrzmiało na zakończenie pierwszego setu) oraz zeszłorocznej epce Alienist (Jump into the Fire z repertuaru Harry’ego Nilssona, How does it Feel to Feel stanowiący cover The Creaction oraz autorski numer Looking at You), choć odgrzebali też płytę Allegory and Self z 1988 roku (otwierający She Was Suprised oraz Just Like Arcadia). Innymi słowy zaproponowali zbliżony set do programu koncertów w ostatnich miesiącach.

Na bis przygotowano niestety tylko jeden utwór. Trochę dłużej mogło to wszystko potrwać (znów półtoragodzinny standard się kłania), lecz generalnie nie ma powodów do narzekań. Następnym razem ekipie Genesisa życzę równie ciepłego przyjęcia, ale w znacznie szerszym gronie.