Czego szukasz?


Kategorie


Muzyka

fragment teledysku "Warni Warni" / źródło: YouTube: ribbonmusic

Muzyka

Przybij piątkę. Koncert Omara Souleymana [relacja]

16 maja 2016

Muzyka Souleymana, który wystąpił 14 maja w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim, z perspektywy Europejczyka jest tak egzotyczna, że aż ciężka w ocenie.

Zanim zajmiemy się sednem sprawy, najpierw jednak trzeba wspomnieć o potężnym supporcie w absurdalnej liczbie trzech zespołów. Rozpoczął Snowid, który poprzez iście punkowe wykrzykiwania w takich utworach, jak: Wielki robal demon, Magiczna ropucha czy Techno-wilk przy wtórze techniawkowej młócki, bronił się wyłącznie w kategoriach żartu. A do tego irytujące światła stroboskopowe były tak mocne, że należało przymknąć oczy, by się doszczętnie nie otumanić na długo przed gwiazdą wieczoru. Najlepszym supportem okazał się ten z numerem 2., tj. Mono/Poly, prezentujący znacznie spokojniejsze utwory elektroniczne w duchu Chemical Brothers. Natomiast wieńczący „przystawki” set Ceephax Acid Crew był o tyle nietrafiony, że prędzej nadawałby się na afer party, ponieważ serwował również techno, lecz nieco bardziej wyrafinowane od „pierwszego rozgrywającego”, gdyż pożenione z drum’n’bassem. Prywatnie Ceephax jest bratem Toma Jenkinsona, czyli Squarepushera, który nie tak dawno gościł również w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim.

Omara Souleyman planowo miał ukazać się dopiero o 23.00. Biorąc pod uwagę liczbę supportów, aż dziwne, że pojawił się zaledwie z 25-minutową obsuwą. O wiele bardziej rozczarowujący był nazbyt krótki set gwiazdy wieczoru, który długością dorównywał poprzednikom. Aby dobił do pełnej godziny, publika i tak musiała się dopraszać. Choć artysta rzekomo z zasady nie udziela bisów, więc może powinniśmy się jednak cieszyć.

Muzyka Souleymana z perspektywy Europejczyka jest tak egzotyczna, że aż ciężka w ocenie. Połączenie muzyki arabskiej rozrywkowej z dominującą elektroniką jest naprawdę dobre czy jednak obciachowe? No i czy ktoś w ogóle zastanawiał się, o czym traktują teksty przezeń wyśpiewywane? Wokaliście towarzyszył jedynie klawiszowiec, który wielu zgromadzonym kojarzył się nieodparcie z księgowym. Poza jego partiami „w czasie rzeczywistym” wszystkie pozostałe dźwięki były z uprzednio przygotowanego niezwykle intensywnego, silnie zrytmizowanego podkładu. Syryjski wokalista natomiast ograniczył i tak statyczny ruch sceniczny do wskazywania widzów palcem oraz… przybijania im piątek. Był to zatem koncert bardzo spokojny, choć żywiołowy, a największym „szaleństwem” było chwilowe wtargnięcie widza na scenę. Omar zdawał się zanadto nie przejmować całym zajściem, lecz ochrona prędko delikwenta usunęła z podium. To chyba najlepiej obrazuje entuzjastycznie nastawienie widowni do samego końca długiego wieczoru muzyki naprawdę egzotycznej.