Czego szukasz?


Kategorie


Książka

fragment okładki/ wyd. Teologia Polityczna

Książka

Poszukiwania własnej tożsamości w morzu niepamięci. O książce Dariusza Karłowicza „Polska jako Jason Bourne” [recenzja]

29 grudnia 2017

Polska krajem wyzutym z tożsamości? Polacy narodem pogrążonym w zapomnieniu? Podejrzewam, że niejeden obywatel Rzeczypospolitej popukałby się w czoło na takie stwierdzenia czy zapytania. „Jak to?” – obruszyłby się. „My wyzuci z tożsamości? A 11 listopada? A Godzina W? A choinka i opłatek?”

Uroczystości, polityka, manifestacje, strajki, muzea, teatry, opery, szkoły i uniwersytety – to wszystko zdaje się zaprzeczać naszej niepamięci. Każdego dnia jesteśmy bombardowani przez media komunikatami o tym, jaka jest nasza tożsamość. Pal licho, że w zależności od kanału telewizyjnego, gazety czy portalu internetowego, obrazy Polaków znacząco się różnią. Raz jesteśmy zbyt liberalni, raz zbyt konserwatywni, raz zaściankowi, raz zbyt kosmopolityczni. Prawdziwym pytaniem jednak jest to, przepraszam za niezgrabne sformułowanie, czy jesteśmy „właśni”? Czy nasza codzienność wypływa z naszej ponad tysiącletniej tradycji państwowej oraz o wiele wieków starszej linii cywilizacyjnej, do której się włączyliśmy wraz z mieszkowym chrztem? Dariusz Karłowicz, filozof i eseista, odpowiada na to pytanie wprost: Polska zagubiła własną tożsamość, a właściwie została jej pozbawiona, podobnie jak tytułowy Jason Bourne z powieści Roberta Ludluma, i jak on, choć pozostały nam wszystkie umiejętności i talenty, nie jesteśmy w stanie powiedzieć, kim właściwie jesteśmy. Jest to niewątpliwie zagadnienie, nad którym warto się pochylić, a dr Karłowicz zdaje się być bardzo wdzięcznym przewodnikiem po naszej ojczyźnie, która w medialnym przekazie przybrała kształt mitycznej krainy Lotofagów.

Autor przyjął bardzo ciekawy i, jak sądzę, stosunkowo prosty sposób konstrukcji swojej książki – po prostu złożył ją z licznych felietonów, które opublikował na łamach kilku czasopism (głównie tygodnika „wSieci”). Teksty zostały przyporządkowane do czterech rozdziałów: Mare nostrum, Sejsmiczna Europa, Szpikulec do lodu oraz Zamiast zakończenia. O ile dwa pierwsze i ostatni tłumaczą się same przez się, o tyle tytuł rozdziału trzeciego zasługuje na pewne wyjaśnienie, które wyłuszcza nam sam Karłowicz w felietonie o tym samym tytule. Otóż ów szpikulec do lodu (a właściwie narzędzie praktycznie z nim identyczne – tzw. orbitoklast) wykorzystywany był przy wykonywaniu zabiegu lobotomii, który miał być remedium na rozmaite przypadłości umysłowe, jednak, jako że w istocie polegał na zmasakrowaniu przednich części mózgu, wiązał się z masą skutków ubocznych, a nawet mógł prowadzić do śmierci pacjenta. Dlaczego Dariusz Karłowicz powiązał ten barbarzyński zabieg ze współczesną kulturą zachodnią? Ponieważ wg niego jest ona podobnie wykorzystywana – do niszczenia naszego sposobu myślenia, który nie mieści się w normach współczesnych piewców liberalizmu. Niemniej Szpikulec ma sens tylko w połączeniu z tekstami z pozostałych rozdziałów. Wszystkie razem współtworzą wzajemnie wyjaśniające się konteksty, które naświetlają czasy, w jakich przyszło nam żyć. Z jednej strony jesteśmy dziedzicami niemal dwustu lat zapomnienia, okresu w którym skutecznie odzierano nas z własnej tradycji, którą starano się zamilczeć, ośmieszyć lub najzwyczajniej w świece nam obrzydzić. System mieszany I Rzeczypospolitej w absolutystycznej propagandzie stawał się anachronizmem, złota wolność – anarchią, katolicyzm – nośnikiem wstecznictwa. Później, po międzywojennym dwudziestoleciu wolności, nadeszły czasy dwóch totalitaryzmów, z których pierwszy chciał Polaków wyniszczyć, a drugi przerobić na „nowego człowieka”, przy czym każdy przypuścił bezpardonowy atak na resztki naszej samoświadomości. I tak doszlusowaliśmy do roku 1989, który zmienił system polityczny naszego kraju i uwolnił nas spod kurateli sowieckiego „większego brata”, ale nie przywrócił nam pamięci. I o tym fenomenie w istocie jest książka Dariusza Karłowicza – o tym, jak nasze własne elity, w imię „ideału kserokopiarki”, zaszczepiły nam współczesny zachodni punkt widzenia, który nijak ma się do naszego własnego dziedzictwa. Znowu nadeszły czasy obrzydzania i ośmieszania polskości, donoszenia za granicę, piętnowania i wyklinania. Włączenie się do „sejsmicznej Europy”, która sama wyzbyła się własnego dziedzictwa w imię pooświeceniowych ideałów, przypomina nieco zapisanie się do klubu fanów wzajemnej lobotomii, przy czym nasi europejscy partnerzy są już znacznie bardziej zdegenerowani niż pogrążona w zapomnieniu Polska, mająca jeszcze pewne odruchy obronne i perspektywę odzyskania swojej pamięci. A warto podjąć o to starania ze względu na zagrożenia współczesnego świata – rosyjski ekspansjonizm, terroryzm fundamentalistów islamskich itd. Tylko czy się nam to uda?

Książka Dariusza Karłowicza jest niewątpliwie ważną publikacją, która, nie ma co się łudzić, nie dotrze do szerokiego grona odbiorców i nie trafi pod strzechy. Niemniej jest tą drobiną, która może ruszyć lawinę. Być może będziemy jeszcze długo trwać w niepewności, nim usłyszymy huk schodzącej nawały, jednak warto poczekać. Jako że urodziłem się w roku 1990, dorastałem wraz z III Rzeczpospolitą. Dzisiaj wydaje się ona powoli odkrywać samą siebie i swoje dziedzictwo, podobnie jak ja – jej rówieśnik. Polska jako Jason Bourne to książka, na którą Polacy poszukujący własnego miejsca w świecie idei czekali i dla wielu z nich może się ona stać swoistym przewodnikiem, który doprowadzi ich do ich rodzinnej Itaki. W końcu moment na opuszczenie krainy Lotofagów mamy idealny.

 

Polska jako Jason Bourne
Autor: Dariusz Karłowicz
Wydawnictwo: Teologia Polityczna
Liczba stron: 331
Data wydania: 22.06.2017

Marcin Finc
Author

Marcin Finc