Czego szukasz?


Kategorie


Hip-hop

fot. Tomasz Kamiński

Hip-hop

Podróż zwana (prze)życiem. OSTR na Pokładzie

11 grudnia 2015

Jeden z najlepszych polskich freestyle’owców, a przy tym klasycznie wykształcony skrzypek i producent muzyczny, zagrał w gdyńskim klubie.

W przeciągu 15 lat wydał 13 albumów (w tym nierzadko podwójnych), zaliczył mnóstwo kolaboracji i występów gościnnych. Do tego dużo koncertuje, a jak przyjeżdża do Trójmiasta, to salę zawsze wyprzedaje ze znacznym wyprzedzeniem: OSTR.

Od początku ironizował z własnej tuszy. Pod koniec wczorajszego koncertu nawet przyznał, że jeszcze w poniedziałek ważył 119 kg, dziś już kilka mniej i zobowiązał się zrzucić kolejne kilogramy. W pewnym momencie, gdy skandowano wielokrotnie hasło „kto nie skacze – ten z policji”, OSTR wytrzymał tylko chwilę. „Jestem gruby i nie mogę skakać”, podsumował artysta, nie tracąc jak zwykle dobrego humoru.

Mimo „rozszerzonych” wymiarów, Adam Ostrowski nie wystąpił w rozszerzonym składzie (znanym choćby z wideo Made In Polska sprzed 2 lat), lecz w towarzystwie zaledwie DJ-a Chaosa i dwóch wspomagających MC’s. Jednak w kontekście własnej kariery największe wsparcie przypisał swoim słuchaczom. Ta właśnie świadomość trzymała go przy życiu w pierwszej połowie roku, którą spędził w szpitalu, co często podkreślał w trakcie całego występu, nie kryjąc wdzięczności od losu, że łaskaw był go oszczędzić. Dlatego obecny czas podsumował jako swoje najlepsze pół roku w życiu – a był to ostatni koncert trasy promującej najnowszy longplay.

Zresztą zagajał publiczność nagminnie. O zazdrosnej żonie i synu, który zaczyna rapować. Na szczęście jego gadki nie były męczące. Nie miał nic przeciwko, by publiczność rejestrowała koncerty. Ba, nawet pożyczał czasem telefony uczestniczek (w tym jeden egzemplarz na kiju do selfie), by pobawić się w kamerzystę. Płeć piękna tym bardziej nie mogła gniewać się na wykonawcę, skoro stwierdził, że to w Trójmieście można spotkać najpiękniejsze kobiety. Uznał ten fakt za jawną niesprawiedliwość, że w Łodzi (jego rodzinnych stronach) tak nie ma. Zresztą plaż i morza też nam zazdrości.

Z kolei na wrażenia słuchowe raczej nie narzekali ani mężczyźni, ani kobiety, toteż wszyscy mogli bez problemów posłuchać zarówno dawnych hitów OSTRego, które weszły już do klasyki polskiego hip hopu (Nie odejdę stąd, Mały, szary człowiek, Po drodze do nieba, Daj mi bit, Niebo, Mówiłaś mi, no i przede wszystkim nieśmiertelny patriotyczny hymn Kochana Polsko), jak  i Hybryda oraz tytułowego tracka z najnowszego dzieła rapera, Podróży zwanej życiem. Przerobił także Jest jedna rzecz Pei.

Po zaledwie godzinie trwania występu zaczął powoli żegnać się z fantastyczną – jak zapewniał –publicznością. Dał namówić się na krótką dokładkę, lecz przed drugą wykręcił się obowiązkami rodzinnymi: siedmioletniego synka trzeba następnego dnia zawieść do szkoły na klasówkę, a żona dostała grypy. Przy okazji pochwalił się także rzuceniem zioła, w czym wytrwał już niemal rok. Grunt, że OSTR pozostaje wciąż wśród żywych, zatem pewnie już niedługo zobaczymy go z powrotem. Zapewniał, że okazja będzie, gdyż już w przyszłym roku ukaże się następca Podróży