Czego szukasz?


Kategorie


Książka

fragment okładki/ wyd. In Rock

Książka

Odciągnąć od meritum na skraj paranoi. „Zgniła zieleń” [recenzja]

14 czerwca 2017

Na ogół biografie muzyków sprowadzają się do niemal identycznego schematu. Do znudzenia możemy czytać o artystach, którzy zaczęli kariery od ćpania i/lub chlania. Rozwinięcia wątku w zasadzie są dwa: albo używki doprowadzają delikwenta/tkę do śmierci albo jednostce mniej lub bardziej wybitnej udaje się nałóg tak czy owak przezwyciężyć. Peter Steele był jednak przekorny do bólu i uzależnił się, gdy był już trochę za stary na podobne szaleństwa. W najgorszym okresie, gdzieś koło 45. wiosny, dosłownie znajdował się na skraju paranoi…

Maciej Krzywiński to najdowcipniejszy biograf, z jakim miałem do czynienia. Jego elokwencja budzi szacun, a erudycja podziw. Dość powiedzieć, że w obszernej bibliografii figurują pozycje dotyczące filmów gore, Jerry’ego Lee Lewisa, Kazika Staszewskiego czy… Rosji bolszewików. Wartość publikacji podnoszą jednak przede wszystkim obszerne fragmenty wywiadów, które osobiście przeprowadził nie tylko z najbliższym otoczeniem Steele’a (zasięgnął rady nawet psychologów!). Dziennikarz ponadto omawia bodaj wszystkie jego kompozycje, lecz przede wszystkim skupia się na warstwie literackiej, a nie na muzycznej. Może muzyka mówi sama za siebie?

Osobliwym stylem jest w stanie zaskarbić sobie sympatię wielu, lecz ironiczny ton autora Zgniłej zieleni z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu, choćby dlatego, że skutecznie potrafi odciągnąć myśli czytelnika od meritum. Jednak nawet przeciwnicy tego „dygresyjnego” stylu potwierdzą, iż z treścią obcuje się nader przyjemnie. Krzywiński potrafi poprowadzić narrację z taką lekkością, że chętnie przeczytam jego biografię Faith No More Królowie życia (i inne nadużycia) oraz każdą kolejną, jaką zdecyduje się napisać. Rozbuchany flow Krzywińskiego jest w zasadzie nieprzetłumaczalny na inne języki (chyba że na drodze mnóstwa przypisów) przez wzgląd na odniesienia do polskich realiów geopolitycznych i innej maści dygresje. I bardzo dobrze, że nie otrzymujemy kolejnej nudnej, boleśnie przewidywalnej biografii, lecz historię wartką i dowcipnie przytoczoną.

Wartość publikacji podnoszą przede wszystkim obszerne fragmenty wywiadów, które Maciej Krzywiński osobiście przeprowadził nie tylko z najbliższym otoczeniem Steele’a (zasięgnął rady nawet psychologów!).

Zresztą sam główny bohater to też bardzo dowcipny koleś. Bo choć oficjalnie jest to historia Carnivore i Type O Negative, jak głosi podtytuł, to przecież z góry wiadomo, że książka dotyczyć będzie niemal wyłącznie Petera Steele’a: niekwestionowanego wodza obu kapel. Lidera, co warto podkreślić, o szerokich horyzontach muzycznych, które pozwoliły mu tworzyć muzykę niejednowymiarową na tyle, by zainteresować także słuchaczy lżejszych brzmień. On zaś, jako kompozytor zaliczany do metalowców, wcale nie zamykał się na ciężkie granie, a wśród ukochanych kapel obok Black Sabbath figurowali przede wszystkim The Beatles. Potrafił też przerobić na swoją modłę piosenki Neila Younga czy Jimiego Hendrixa, a muzyką poważną też nie gardził. A jeśli chodzi o warstwę słowną, Petrus Ratajczyk miał swoje stałe obsesje: śmierć, krew, depresja, religia, seks oraz fekalia. Może nie jest to szczyt oryginalności, lecz wyróżniał się poważnymi ciągotami do tworzenia nieoczywistych neologizmów. No i o dobrych, starych wulgaryzmach bynajmniej nie zapominał.

Krzywiński jednak zaczyna od… Józefa Stalina, z którym Steele rzekomo miał być spokrewniony. Autor jednak nie rozwiązuje zagadki, czy „totalitarnego” lidera Type O Negative faktycznie łączą więzy krwi z dyktatorem ZSRR, choć wydaje się to mało prawdopodobne. To zapewne jeszcze jeden przykład jego słynnego i całkiem osobliwego poczucia humoru. Lektura Zgniłej zieleni pozwala bowiem lepiej zrozumieć jego czarny i kąśliwy dowcip, zamiast pójść na łatwiznę i uznać go za szowinistę/satanistę/nazistę/nacjonalistę/rasistę (niepotrzebne skreślić).

W wywiadach namiętnie deprecjonował wartość własnej osoby i tylko ignorant mógłby sądzić, iż za litanią autoironii nie tkwią autentyczne kompleksy oraz niska samoocena. W dobrze zbudowanym, dwumetrowym ciele rzadko kto dostrzegał wrażliwsze wnętrze artysty – nawet jeśli owemu zdarzało się emocjonalnie obnażyć w wywiadach. Jednak nie czynił tego zbyt często – etos macho zwykle zwyciężał, nawet jeśli w życiu prywatnym zdarzyło mu się targnąć na swoje albo cudze życie. I wcale nie razi fakt, iż autor książki na wesoło przytacza niekończące się zmagania z przewlekłą depresją i uzależnieniem od kokainy i alkoholu, które znalazły dosyć zaskakujący, a przynajmniej mało spodziewany finał akurat wtedy, gdy wreszcie wszystko zdawało się iść ku lepszemu. Zresztą zgon lidera TON od dekady nie został wcale wyjaśniony.

Także wiele innych kwestii nadal pozostaje nierozstrzygniętych. Nie jest to publikacja plotkarska, gdyż tylko w ograniczonym stopniu wchodzimy do prywatnego świata Ratajczyka. Poza pierwszą i jedyną żoną (wymienioną zresztą tylko z imienia – poza tym niczego się o niej nie dowiadujemy) wspominane są tylko „inne dziewczyny” (przy czym przejawiał wyraźną słabość do bladych i rudych dam). Biograf obnaża go jednak (i nie piję tu do słynnej rozbieranej sesji do „Playgirl”) jako… rutyniarza. Albowiem nie każdy rockman (czy inny metal) musi lubić szalone życie w trasie, gdyż można preferować sen we własnym łóżku. Byle tylko kobiety obok nie zabrakło. Podobnie jak zgrabnej książki Krzywińskiego w pokoju fana TON.

Zgniła zieleń. Historia Carnivore i Type O Negative
Autor: Maciej Krzywiński
Wydawnictwo: In Rock
Data premiery: 22 kwietnia 2017
Liczba stron: 520