Czego szukasz?


Kategorie


Książka

Książka

„Gdańscy Kolumbowie” – sportowcy w służbie polskości. Rozmowa z Januszem Trupindą

14 stycznia 2016

Gdańsk to nie tylko Wolne Miasto, Westerplatte, Solidarność. Warto poznać historie przez małe „h”, jak tą związaną z klubem sportowym Gedania.

Myśląc o XX-wiecznym Gdańsku zazwyczaj nasuwają nam się skojarzenia: Wolne Miasto, Westerplatte, Solidarność. Tymczasem warte poznania są historie przez małe „h”, w których skupiają się blaski i cienie minionego wieku nad Motławą.

Przykładem Gedania Gdańsk – dziś nieco zapomniany klub, przed 1939 rokiem największy polski ośrodek sportowy w Wolnym Mieście. Jego zawodnicy najpierw musieli zmagać się z szykanami nazistów, potem przeżyli gehennę II wojny światowej i mierzyli się z powojenną niechęcią władz komunistycznych. „Gdańscy Kolumbowie” – tak mówi o nich Janusz Trupinda, historyk, który przez kilka lat badał dzieje klubu, co zaowocowało książką KS Gedania – klub gdańskich Polaków (1922-1953). Poniżej prezentujemy rozmowę autorem – zapraszamy do lektury.

Tomasz Czapla: We wstępie książki stwierdza Pan: „Zaczęło się od zorganizowanej w 2012 r. wystawy […]. W toku zbierania materiałów o sporcie lokalnym pojawili się oni – biało-amarantowi. Gedaniści. Z począt¬ku wydawało mi się, że to klub, jakich wiele, ale z czasem otworzyła się przede mną niesamowita historia niezwykłych ludzi”. Czy mógłby Pan w kilku słowach opisać swoje „odkrywanie” Gedanii?

Janusz Trupinda: Przygotowując wystawę znałem w zarysie historię KS Gedania, wiedziałem, jak ważny to był klub. Tymczasem po otwarciu ekspozycji spotkałem ludzi, dla których była to wciąż historia żywa. Byli dziećmi gedanistów, członkami ich rodzin. Zacząłem odkrywać ich indywidualne historie, niesamowite życiorysy. To stało się treścią książki.

Gedania2

Podczas lektury moją uwagę zwrócił fakt, że książka składa się z dwóch „warstw”. Pierwszą tworzą statystyki, wyniki, przypisy; drugą – relacje, wspomnienia gedanistów i ich rodzin, omówienia poszczególnych sekcji, przy czym ta część ma charakter nieomal reporterski. Rozumiem, że połączenie tych dwóch stylów było celowym założeniem?

Pierwotnie miała być to książka „do czytania”, nawet reporterska. Okazało się jednak, że wiele podawanych przeze mnie faktów wymaga udokumentowania, bo nie zostało dotychczas opisanych, lub moje ustalenia stoją w sprzeczności z dotychczasowymi ustaleniami. Doszedłem do wniosku, że trzeba podać źródła moich informacji, tak będzie uczciwiej, a jednocześnie nie zrezygnowałem z zamiaru napisania książki przyswajalnej dla tzw. zwykłego czytelnika. Wyszło więc „coś pomiędzy”, a ocenę pozostawiam czytelnikowi.

Praca nad książką wymagała ogromu pracy – nawiązania kontaktu z dawnymi gedanistami lub ich rodzinami, dotarcia do pamiętników, zdjęć, dokumentów, przedwojennej prasy gdańskiej itd. Czy wśród tych wszystkich źródeł mógłby Pan wskazać takie, które w szczególny sposób przyczyniło się do wypełnienia białych plam w historii Gedanii?

Nie potrafię wyróżnić szczególnych źródeł. Wszystkie były bardzo ważne. Liczył się każdy, każda informacja, każde zdjęcie.

Najwyższy poziom wśród sportowców Gedanii reprezentowali piłkarze i bokserzy. Znakiem rozpoznawczym tych pierwszych stała się słynna technika gry, zbliżona, jak Pan pisze, do tzw. stylu szkockiego. Na czym ona polegała?

Styl szkocki to gra oparta na technice i szybkiej wymianie krótkich podań. To przeciwieństwo angielskiego „kick and rush” (kopnij i biegnij). Szkoci mówili „jedno podanie krótkie warte jest czterech długich”. Chodziło bowiem o ekonomię gry, a więc podania musiały być celne, a w grze uczestniczyć miała cała drużyna. Tak już w latach siedemdziesiątych grała szkocka drużyna Queens Park Glasgow, tak grała i Gedania. To był znak rozpoznawczy polskiej drużyny, która wyróżniała się na tle fizycznie grających drużyn niemieckich. Jednak wadą tego systemu było niebezpieczeństwo pięknej, efektownej, ale mało efektywnej gry. Zawodnicy wymieniali wiele podań, które nie przynosiły efektów bramkowych. Gedania przegrała przez to wiele meczów.

W ciągu trzech opisywanych przez Pana dekad z klubem zetknęło się wielu znakomitych sportowców i trenerów, w tym legenda boksu – Feliks „Papa” Stamm czy jeden z najlepszych hokeistów międzywojnia – Aleksander Tupalski. Czy mógłby Pan powiedzieć kilka słów o ich przygodzie z Gedanią?

Od początku lat trzydziestych polski klub z Gdańska był wspierany przez władze sportu w Rzeczpospolitej przez trenerów, oddelegowanych do Gdańska. Mieli pomóc w szkoleniu, w budowaniu poszczególnych sekcji. Feliksa Stamma przedstawiać nie trzeba, a Aleksander Tupalski, jeden z najwybitniejszych polskich hokeistów wszech czasów, gracz pochodzenia tatarskiego, reprezentant Polski także w piłce nożnej. W Gdańsku grał w piłkę, stworzył Wydział Hokejowy, a jednocześnie studiował na Politechnice Gdańskiej.

 

Jaki był stosunek władz polskich do Gedanii? Z jednej strony klub przez długi czas nie był zauważany przez Komisariat Generalny RP w Gdańsku, a po Igrzyskach Polaków z Zagranicy (1934), w których startowali gdańszczanie, zarzucono im amatorski poziom sportowy. Z drugiej, w latach 30. klub był dotowany, polskie instytucje sfinansowały rozbudowę stadionu we Wrzeszczu, a niektóre sekcje były ściśle związane z polską konspiracją w Wolnym Mieście Gdańsku.

Po Igrzyskach Polaków z Zagranicy i Wolnego Miasta Gdańska amatorski poziom zarzucono nie tyle Gedanii, a reprezentantom Polaków z Gdańska. Był to emocjonalny zarzut sformułowany przez dziennikarza „Przeglądu Sportowego”, za który gazeta wkrótce przeprosiła. Nie miało to nic wspólnego z oficjalną polityką władz Rzeczypospolitej, które od początku lat trzydziestych wspierały klub organizacyjnie i finansowo. Ważnym czynnikiem były tu m.in. kwestie obronności. Powiązanie sportu z obronnością to normalna rzecz w Polsce po 1926 r., ale w Gdańsku musiała to być działalność konspiracyjna. Gdańska policja bardzo interesowała się polskim klubem.

Istotnym momentem w historii Gedanii było zdobycie władzy w Wolnym Mieście przez nazistów. O ile w latach 1934-1938 nastąpiło przejściowe ocieplenie relacji polsko-niemieckich na szczeblu centralnym, w Gdańsku nastąpiła odwrotna tendencja. Szykany wobec gdańskich sportowców, w tym gedanistów zaczęły narastać (np. bojkot przez kluby niemieckie obchodów 15-lecia Gedanii). Czy mógłby Pan to skomentować?

Wraz ze wzrostem wpływów ideologii nazistowskiej w Gdańsku sytuacja klubu była coraz trudniejsza. Między Niemcami i Polakami wzrastała wzajemna niechęć, która przeradzała się w nienawiść, mnożyły się różne incydenty, prowokacje. Trzeba jednak powiedzieć, że nie było to tak bardzo widoczne na płaszczyźnie sportowej. Gdańscy sportowcy rywalizowali ostro, ale rzadko kiedy przenosiło się to poza areny sportowe. Bojkot 15-lecia Gedanii, imprezy, do której polski klub przygotowywał się długo i która miała być sportowym świętem w Gdańsku był bolesnym przykładem ingerencji najwyższych sportowych władz III Rzeszy. Wobec decyzji na takim szczeblu lokalni działacze byli bezradni.

II wojna światowa brutalnie przerwała działalność klubu, ale przywiązanie gedanistów do Rzeczpospolitej potwierdziło się. Część z nich zaangażowała się w działalność podziemną i chciałem zapytać o związany z tym epizod. Wspomina Pan w książce o gdańskim oddziale Polskiej Armii Powstania – czy moglibyśmy dowiedzieć się o tym czegoś więcej?

Polska konspiracja okresu II wojny światowej miała wiele twarzy. Wiele epizodów, postaci i organizacji pozostaje kompletnie nieznanych. Jedną z nich jest Polska Armia Powstania, organizacja o charakterze wojskowym, której celem była walka o niepodległość Polski. Powstała w 1940 r. w środowisku toruńskim i wkrótce stała się najważniejszą, obok Tajnej Organizacji Wojskowej „Gryf Pomorski”, organizacją konspiracyjną na Pomorzu. W 1941 lub 1942 powstał jej gdański oddział, w którym znalazło się wielu gedanistów. Niestety już w latach 1943-1944 organizacja została rozbita przez gestapo i w zasadzie przestała istnieć.

 

Gedania

Gedaniści od 1922 roku walczyli o polskość Gdańska, ale powojenna rzeczywistość okazała się dla nich rozczarowaniem. Pisze Pan, że „nowe władze i ludność napływowa traktowały przedwojennych Polaków bardzo podejrzliwie, zrównując ich często z Niemcami, nazywając Volksdeutschami […] i zmuszając do udowadniania polskości i patriotyzmu”. Wielu, w tym Zygmunt Chychła, nie wytrzymało tej nagonki i wyemigrowało do…Niemiec, czyli kraju niedawnych prześladowców. Czy mógłby Pan krótko skomentować te kwestię?

Motywy wyjazdu Chychły były nieco inne, co wyjaśniam w dołączonym do książki liście. Każda historia jest inna, choć można je sprowadzić do wspólnego mianownika. Przedwojenni gdańscy Polacy byli podejrzani, musieli udowadniać swój patriotyzm, przechodzili procesy weryfikacji i rehabilitacji, byli po prostu Polakami drugiej kategorii. Trudno się dziwić, że upokorzeni i rozczarowani wyjeżdżali szukając po prostu miejsca do życia. Wielkim paradoksem jest to, że wyjeżdżali do Niemiec, gdzie ze względu na posiadane obywatelstwo Wolnego Miasta Gdańska łatwo było im uzyskać prawo stałego pobytu.

Jakie są Pana dalsze projekty związane z Gedanią? Czy planuje Pan wykorzystać w nich na przykład blog, który powstał podczas pracy nad książką?

Blog ksgedania.blogspot.com towarzyszył powstawaniu książki i bardzo mi pomógł w nawiązaniu kontaktów z osobami posiadającymi różne informacje, czy rodzinami gedanistów. W podobny sposób funkcjonuje nadal. Po ukazaniu się książki zamieszczam tam informacje, które się w niej nie zmieściły, uzupełnienia i poprawki. Za jego pośrednictwem rozmawiam z czytelnikami, odzywają się także kolejni krewni gedanistów. To wciąż żywy temat, ważny dla wielu z nas. Cieszę się, że książka dała nieco już zapomnianym, a jakże interesującym ludziom związanym z KS Gedania, nowe życie. Znowu się o nich mówi. Tym samym książka spełnia swoje zadanie.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Tomasz Czapla.

<p><strong>Wydawnictwo Oskar</strong></p> <p>ul. Otwarta 5a,<br /> 80-169 Gdańsk</p> <p><a href="http://www.wydawnictwooskar.pl" target="_blank">www.wydawnictwooskar.pl</a><br /> <a href="http://www.maszoperia.org" target="_blank">www.maszoperia.org<br /> </a></p> <p> </p>