Czego szukasz?


Kategorie


Historia

Ostatnia ewakuacja wojska na Półwyspie Helskim w maju 1945 roku / materiały Wydawnictwa Oskar

Historia

Dramatyczny koniec niemieckiego świata Prus Wschodnich [rozmowa]

22 marca 2016

Marzec to ważny miesiąc w historii Gdańska i Prus Wschodnich – przypada w nim rocznica walk o miasto w 1945 roku. Lech Słodownik opowiada o wydarzeniach, które przeobraziły Gdańsk w morze ruin i doprowadziły do hekatomby mieszkańców.

Marzec to ważny miesiąc w historii Gdańska i Prus Wschodnich. Przypada w nim rocznica walk o miasto w 1945 roku, które przeobraziły je w morze ruin i doprowadziły do hekatomby mieszkańców. W tym czasie nastąpiła też kulminacja pochodu Armii Czerwonej przez Prusy, z którym wiązały się liczne zbrodnie: gwałty, rabunki, deportacje. Równolegle odbywała się dramatyczna ucieczka cywilów – szacuje się, że zimą 1945 roku ewakuowało się z tych terenów około 2 milionów osób. O tych wydarzeniach rozmawiamy z historykiem-regionalistą, Lechem Słodownikiem.


Tomasz Czapla: Jak wyglądały działania wojenne na terenie Prus Wschodnich przed wkroczeniem Armii Czerwonej w październiku 1944 roku?

Lech Słodownik: Przed październikiem 1944 roku na obszarze od Kӧnigsberga (Królewca) do Gdańska nie toczyły się żadne lądowe działania wojenne. Jeżeli zaś chodzi o walkę o powietrzu, to ofiarą dwóch potężnych bombardowań padł Królewiec. W październiku przedwojenną granicę Rzeszy przekroczyli czerwonoarmiści i natychmiast zaakcentowali swoje wejście. Mam na myśli mord, którego Sowieci dokonali w miejscowości Nemersdorf, obecnie Majakowskoje niedaleko Gusiewa. Po wkroczeniu do wsi krasnoarmiejców doszło do masakry mieszkańców, rabowano wówczas gospodarstwa, palono budynki, gwałcono kobiety, nawet 90-letnie staruszki. To była pierwsza zbrodnia dokonana na ludności cywilnej w przedwojennych Niemczech przez Armię Czerwoną.

Niemiecka propaganda na zbliżający się front reagowała buńczucznie. Jeszcze 1 stycznia 1945 roku Hitler w noworocznym przemówieniu przekonywał, że „[naród niemiecki] powstanie z ognia doświadczeń jeszcze bardziej widoczny i silniejszy niż kiedykolwiek”.

To tylko jeden z przykładów goebbelsowskiej propagandy. Nikt inny, jak Goebbels rzucił przecież słynne hasło o wojnie totalnej prowadzonej przez Rzeszę. Nazistowscy przywódcy mamili społeczeństwo takimi sloganami, wystarczy wspomnieć o legendarnej Wunderwaffe, która miała zapewnić Niemcom zwycięstwo. Podnoszone były też fakty z I wojny światowej, kiedy to wojska carskie dotarły do Stębarku i w okolice Szczytna, ale zostały odrzucone przez armię cesarską. Chodzi o bitwę pod Tannenbergiem, którą w propagandzie nazwano „rewanżem za Grunwald” i bitwę nad jeziorami mazurskimi, które zakończyły się klęską Rosjan i ich wycofaniem z Prus Wschodnich. Do tych okoliczności chętnie odwoływali się naziści, ale z drugiej strony powołali oddziały pospolitego ruszenia, czyli volkssturmu. Zdawali więc sobie sprawę, że sytuacja może rozwinąć się inaczej niż w 1914 roku, w niekorzystnym dla Rzeszy kierunku.

Kurt Dieckert, Horst Grossmann, "Bój o Prusy Wschodnie. Kronika dramatu 1944-1945", Gdańsk: Maszoperia Literacka, 2011.

Kurt Dieckert, Horst Grossmann, „Bój o Prusy Wschodnie. Kronika dramatu 1944-1945”, Gdańsk: Maszoperia Literacka, 2011.


Niemcy przygotowywali się do obrony swego terytorium. Wiele miast zyskało status twierdz lub punktów umocnionych. Dlaczego taką rangę nadano Elblągowi? Nastąpiło to rozkazem Himmlera 23 stycznia, po pierwszym rajdzie czołgów sowieckiego kapitana Diaczenki.

W Prusach już wcześniej nastąpiła militaryzacja życia politycznego, społecznego i gospodarczego. Przytoczę tu tylko słynną kwaterę Hitlera w Gierłoży, czyli Wilczy Szaniec. W okolicach Elbląga funkcjonował natomiast tzw. lidzbarski trójkąt umocniony. Fortyfikacje tego trójkąta miały służyć obronie terenu Prus Wschodnich przed obcymi wojskami. Wielu miastom nadano status twierdz, ale Elbląg został uznany za Festestelle, punkt umocniony. Miasto miało bronić się do ostatniego żołnierza, aby umożliwić ludności cywilnej ucieczkę przez zamarznięty Zalew Wiślany. Dalej mieszkańcy mieli się kierować przez Mierzeję, Gdańsk i Półwysep Helski w głąb Niemiec. Czołgi radzieckie na zachód od Elbląga przecięły ostatnią lądową drogę ewakuacji, a Królewiec i Piława trwały w oblężeniu. Zalew był jedynym ratunkiem dla cywilów i dlatego Elbląg miał ich osłaniać przed Armią Czerwoną.

Obszar miast-twierdz i punktów umocnionych nie ograniczał się do Prus Wschodnich. Podobny los, co Elbląg, spotkał m.in. Kołobrzeg.

Zła sława Armii Czerwonej szybko rozchodziła się wśród Niemców, organizowano więc trasy ewakuacyjne. Miasta zaś stanowiły punkty oporu, umożliwiające ucieczkę społeczeństwu. Po wojnie przedstawiano to inaczej, w Czterech pancernych jest taki epizod, kiedy Niemcy walczą z czerwonoarmistami w kołobrzeskim porcie, a następnie uciekają na łódki, wzajemnie się spychając. To totalna bzdura, Kołobrzeg również był ogłoszony twierdzą, a celem jego obrony było umożliwienie cywilom ucieczki na niezajęty jeszcze obszar Rzeszy.

Egbert Kieser, "Zatoka Gdańska 1945. Dokumentacja dramatu", Gdańsk: Wydawnictwo Oskar, 2014

Egbert Kieser, „Zatoka Gdańska 1945. Dokumentacja dramatu”, Gdańsk: Wydawnictwo Oskar, 2014


Władze niemieckie koncentrowały się na bronieniu swej integralności terytorialnej. Mimo, że miasta-twierdze miały służyć organizowaniu ucieczki ludności, to lokalni dygnitarze wstrzymywali polecenie ewakuacji. W związku z tym przymusowa emigracja mieszkańców często miała charakter spontaniczny.

Na ten temat pisała w swojej książce Nazwy, których nikt już nie wymienia hrabina Marion Dӧnhoff, właścicielka majątku w Kwitajnach koło Pasłęka. Opisuje ona, jak mieszkańcy potajemnie przygotowywali się do ucieczki. Organizowano wówczas obozy, w których na wozach z plandekami składowano żywność, ubrania i wartościowe przedmioty. Było to zabronione i pewnego razu lokalny szef NSDAP zagroził hrabinie, że jeśli nadal będzie szerzyć defetystyczne postawy, zostanie aresztowana. Z kolei ostatni właściciel Słobit (miejscowość koło Elbląga – przyp. red.), książę Aleksander zu Dohna, przed opuszczeniem majątku zrobił konno rekonesans trasy swej ucieczki. Wraz z nim mieli uciec robotnicy rolni i mieszkańcy okolicznych wsi. Podczas podróży przez Pomorze Zachodnie zu Dohna ustalił punkty, w których pochód uciekinierów miał się zatrzymywać.
Z drugiej strony, część społeczeństwa niemieckiego, przyzwyczajonego do dyscypliny, wstrzymywała się i czekała na rozkaz ewakuacji. Gauleiterem Prus Wschodnich był Erich Koch, który zapowiadał, że Niemcy nie oddadzą ani kawałka swej ziemi, i będą bronić Prus do końca. Brak tego rozkazu był straszliwą zbrodnią, gdyż doprowadził do powszechnego chaosu. Ludność cywilna mieszała się z wojskiem, po drodze wiele osób zmarło z głodu, wycieńczenia lub po prostu zamarzło.

Jakby Pan określił stopień zniszczenia Prus Wschodnich w porównaniu z innymi obszarami przedwojennych Niemiec?

Uważa się, że obszar Prus Wschodnich został najbardziej zniszczony z terenów pozostających w granicach dawnej Rzeszy, a należących do tzw. Ziem Odzyskanych. Musimy pamiętać, że niemal jedna trzecia obecnego terytorium Polski, to ziemie poniemieckie, w tym Prusy Wschodnie. Była to pierwsza ziemia etnicznie niemiecka na trasie marszu Armii Czerwonej na Berlin. W związku z tym stała się „poligonem doświadczalnym”, na którym czerwonoarmiści robili to, co później stało się udziałem innych obszarów Rzeszy: gwałty, mordy, rabunki. Sowieci wyładowywali w ten sposób swoją agresję i chęć zemsty na Niemcach. Należy dodać, że rozstrzeliwanie ludności cywilnej czy gwałcenie kobiet to nie tylko domena wojny. Po zdobyciu miast rozpoczynał się tzw. „okres sowiecki”, w którym panowała samowola żołnierzy Armii Czerwonej. Za przykład można podać takie miasta, jak Pasłęk, Kwidzyn czy Sztum, gdzie podczas libacji krasnoarmiejcy podpalali ich śródmieścia. Nie przejmowano się przy tym ustaleniami konferencji w Jałcie, na mocy których te tereny przypadły Polsce.

Sowieci posuwali się do tego, że imitowali prowadzenie walk w miastach, które zdobyli bez żadnego wystrzału.

Dla celów propagandowych podpalono m. in. port i schronisko młodzieżowe w Tolkmicku. Następnie palące się zabudowania filmowano i tak spreparowane „dowody” walki o miasto przesyłano do Moskwy. Wydaje mi się, że najjaskrawszym przykładem bezmyślności radzieckiej propagandy są jednak Młynary (miejscowość koło Elbląga – przyp. red.). Rosjanie wkroczyli tu nieatakowani, na ich drodze nie stanął żaden żołnierz niemiecki. Zaraz przyjechała sowiecka czołówka wojenna, podpalono jeden z budynków na starówce i zaczęto kręcić materiał propagandowy. Żołnierze biegali wokół tego budynku, w okolicy „starć” jeździły czołgi, symulowano atak i obronę czerwonoarmistów. Nawet na klatkach filmowych widać, że to wszystko jest ustawione. W efekcie radzieckich działań historyczna zabudowa Młynar została zniszczona, a samo miasto przez długi czas pozbawione było praw miejskich.

Jak wkraczający czerwonoarmiści traktowali miejscową ludność, nie będącą Niemcami? Istniała tu chociażby liczna mniejszość szwajcarska, mieszkająca m.in. w Elblągu. Szwajcarzy podczas marszu Armii Czerwonej przez to miasto wywieszali flagi narodowe lub napisy informujące, że dany dom to własność obywatela Szwajcarii.

Największe skupisko Szwajcarów znajdowało się w Elblągu, ale ich spora liczba zamieszkiwała całe Żuławy Wiślane. W Elblągu funkcjonował konsulat szwajcarski, a sami Helweci mieli podwójne obywatelstwo. Liczyli, że Armia Czerwona potraktuje ich łagodnie, a stopień ich naiwności obrazują wymienione przez Pana działania. Dla sowieckich żołnierzy nie miało to znaczenia, paszporty szwajcarskie niszczono, a Szwajcarów poddano takim samym represjom, jak Niemców. Oficerowie, na przykład wspomniany Erenburg, zdawali sobie sprawę, że mają do czynienia z ludnością szwajcarską, czyli obywatelami kraju neutralnego. W 1945 roku Związek Radziecki nie utrzymywał jednak stosunków dyplomatycznych ze Szwajcarią. Mniejszości tej nie sprzyjał też fakt, że była w zdecydowanej większości niemieckojęzyczna.

Nawet, jeśli działania wojenne oszczędziły zabudowę miast, padały one często ofiarą powojennych rozbiórek. Za przykład może posłużyć Elbląg.

W czasie walk najbardziej ucierpiał obszar Nowego Miasta. Ten rejon został zniszczony w około dziewięćdziesięciu procentach, także były to ogromne straty. Jeżeli chodzi o Stare Miasto, to jego zniszczenie można określić na około sześćdziesiąt procent. Zachowały się przy tym górne kondygnacje części budynków i ich dachy. Dziesiątki obiektów przetrwały zawieruchę wojenną, ale po wojnie w Elblągu rozpoczął się tzw. kanibalizm budowlany. Polegał on na tym, że miasto jako symbol nazizmu, zaczęto dosłownie rozbierać. Każda cegła była wywożona, najpierw na odbudowę Warszawy, a potem Gdańska. Są dokumenty, relacje świadków, które potwierdzają, że elbląska starówka została w większym stopniu zniszczona po wojnie niż w styczniu i lutym 1945 r. (wówczas trwały walki o miasto – przyp. red.). Polityka rozbiórkowa sprawiła, że już w latach 60. Elbląg nazywano „Pompejami Północy”.

Dziękuję za rozmowę.

 

Z Lechem Słodownikiem rozmawiał Tomasz Czapla.

 

<p><strong>Wydawnictwo Oskar</strong></p> <p>ul. Otwarta 5a,<br /> 80-169 Gdańsk</p> <p><a href="http://www.wydawnictwooskar.pl" target="_blank">www.wydawnictwooskar.pl</a><br /> <a href="http://www.maszoperia.org" target="_blank">www.maszoperia.org<br /> </a></p> <p> </p>