Czego szukasz?


Kategorie


Muzyka

materiały prasowe

Muzyka

Dobre posunięcie. Fisz Emade Tworzywo w Starym Maneżu [relacja]

8 marca 2017

Bracia Waglewscy często wpadają do Trójmiasta, a mimo to koncert miał status wyprzedanego już z kilkudniowym wyprzedzeniem. Nie było więc „musu” na ten akurat występ, lecz skuszeni poziomem najnowszego krążka Drony zdecydowaliśmy znów zawitać do Starego Maneża. Okazało się, że nie ma czego żałować.

Już samym „metrażem” ekipa pozytywnie zaskoczyła. Podczas gdy wcześniejsi wykonawcy w Starym Maneżu przyzwyczaili do półtoragodzinnego wymiaru występu włącznie z bisami, Tworzywo w tym czasie dopiero powoli kończyło podstawowy set. Zaproponowano także porządną (bo półgodzinną) dokładkę, choć długo trzymali wygłodniałą publiczność w niepewności.

Ale i dobór utworów trafił w nasz gust. Z płyty na płyty coraz mniej hip-hopu w muzyce braci, a więcej „piosenkowej” elektroniki. Choć rytm słyszymy jakby ciągle ten sam, a odważniejsze melodie (coraz częściej śpiewane, a mniej rapowane) pozostają oparte jakby o ten sam schemat, to muzycy ewidentnie rozwijają się i to w słusznym kierunku.

Z płyty na płyty coraz mniej hip-hopu w muzyce braci, a więcej „piosenkowej” elektroniki.

W Gdańsku skupiono się oczywiście na zeszłorocznych Dronach, z których zabrakło chyba tylko Komputera. Jednak nie przywitali się najbardziej hiciarskimi kawałkami z początku i końca płyty, jak Telefon, prince’owy Parasol, Fanatycy, Bzyk czy instrumentalne i najbardziej klubowe Drony (zostawiając je na końcówkę setu), a od bardziej nastrojowych, wolniejszych utworów ze środka albumu (Samochody, Duch, Skąd przybywasz, Kręte drogi, Sarny, a dopiero wtedy zaproponowali Biegnij dalej sam) i było to dobre posunięcie, bo publika „na wejście” ma jeszcze siłę wytrzymać przy mniej skocznych numerach.

A energia była cenna, by wymusić na artystach bisy. Właśnie wtedy wyśmienici instrumentaliści mieli okazję popisać się rozbudowanymi solówkami: klawiszowiec Mariusz Obijalski, gitarzysta Michał Sobolewski, basista Marcin Pendowski, a największy aplauz otrzymał oczywiście brat Bartka „Fisza” (tutaj jedynie „dogrywający” z rzadka na tamburynie), czyli perkusista Piotr „Emade” Waglewski. Zaproponował ciekawe (gdyż bardzo różnorodne) solo, które jednego z widzów skłoniło do krzykliwego podsumowania „Moby Dick!”, czym nawiązywał oczywiście do legendarnego popisu bębniarza Led Zeppelin, Johna Bohnama.

Usłyszeliśmy także całkiem sporo fragmentów (oczywiście tych bardziej przebojowych) z poprzedniego Mamuta: Zwiedzam świat, Ślady, Wróć oraz Pył (a na bis Piwnica i Dzień dobry), a niewielka reprezentacja bardziej „ziomalskiej” przeszłości Fisza wcale nie przeszkadzała (Nie bo nie z Piątku 13 czy Dziecko we mgle i Jesteś tam? ze Zwierzęcia bez nogi), choć nie powiemy, żeby nie zdziwiło nas pominięcie kultowych 30 cm. Dla Polepionego (oczywiście z fiszowych debiutanckich Polepionych dźwięków) już miejsce się znalazło. Pewnie zawiodło to „starych fanów”, lecz my nie znaleźliśmy powodów do narzekań. Poszło świetnie.