Czego szukasz?


Kategorie


360 Minutes Art

Sven Sauer / materiały prasowe

360 Minutes Art

Disney przestał być wiarygodny

29 września 2015

„Pod wieloma względami »Gra o Tron« odzwierciedla nasz własny świat. Nikt nie jest bezpieczny” – podkreśla Sven Sauer, który za efekty specjalne do serialu otrzymał nagrodę Emmy. Dlaczego bierze udział w 360 Minutes Art?

 

 

Co daje uczestnikom 360 Minutes Art, czego nie zapewnia żadna inna wystawa sztuki?

Natłok bodźców, z jakim codziennie się mierzymy, jest tak silny, że osobiście coraz trudniej dotrzeć mi do sztuki. Błądzę od wernisażu do wernisażu i nie jestem w stanie docenić tego, co widzę. Idea 360 Minutes Art zmusiła mnie do tego, by na chwilę przystanąć. Po wystawie nie mogę już ponownie spojrzeć na prace, na przykład w Internecie. Jedyną szansą, by je zobaczyć, jest właśnie te 6 godzin. Muszę być obecny na miejscu.

Innymi słowy wywieracie presję na zwiedzających. Taki mały szantaż – zobaczysz teraz albo nigdy…

Tworzymy taką “bańkę czasową”, w której obserwator jest zmuszony do bycia tu i teraz. Sztukę postrzegamy inaczej, kiedy wiemy, że prace zostaną na miejscu jeszcze przez długi czas. Natomiast goście wystawy 360 Minutes Art angażują się przez podjęcie decyzji, czy prace przetrwają, czy spłoną. Pewien dziennikarz z Warszawy opisał wystawę 360 Minutes Art jako odwrócenie dominującego w dzisiejszym rynku sztuki trendu, gdzie postrzega się dzieło wyłącznie jako finansową lokatę. Ciekawe spostrzeżenie…

Sven Sauer / materiały prasowe

Nie wierzę, że wszyscy zgadzają się z Waszą ideą. Jakie najcięższe zarzuty padały pod adresem 360 Minutes Art?

Projekt budzi skrajne emocje i nie próbujemy tego ukrywać. Publikujemy komentarze prasy po każdej z odsłon 360 Minutes Art, zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Niektórzy uznają projekt za genialny, inni za sensacyjny. Podczas gdy pasjonaci sztuki w Warszawie i Seulu rozumieją ideę jako eksperyment i przyjmują go z fascynacją, Niemcy kompletnie z nas zadrwili: “Czy naprawdę wolno wam palić dzieła sztuki?”

Wolno?

Wydaje się, że nawet po 70. latach kultura niemiecka wciąż napotyka opór, by oddzielić sztukę od dawnej polityki. Ich zdaniem kultura nie może być niszczona – za żadną cenę. Słowo “palić” w tym kontekście jest upolityczniane, a artystom zabrania się niszczenia własnych prac. Fakt, że każdy artysta niszczy swoje dzieło, jako wyraz nieustannego procesu twórczego, został kompletnie zignorowany. A my jako artyści stale tworzymy prace, które postrzegamy jako złe. Tylko co trzeci obraz z naszych kolekcji trafia na wystawę. Pozostałe dwie prace są w procesie rozwoju eliminowane i niszczone. Czyż reakcja niemieckiej opinii nie jest interesująca? Tymczasem zadziwiające jest, że w 360 Minutes Art nie chodzi o niszczenie, raczej obracanie przeszłości w coś… namacalnego.

To znaczy?

Idea 360 Minutes Art zakłada, że nie możesz mieć wszystkiego, co chcesz i kiedykolwiek chcesz. Musisz podjąć decyzję tu i teraz. Nieczęsto w życiu zdarza się mieć drugą szansę. Czas bywa bezlitosnym przeciwnikiem, nawet dla sztuki. O dziwo, to nie prasa sensacyjna reagowała agresywnie na nasze wystawy, lecz państwowe muzea i galerie. Uskarżały się na nas w telewizji i publicznie wzywały do bojkotu. Można powiedzieć, że krytyka wyszła z naszych szeregów… Tym bardziej byliśmy zdumieni na drugiej wystawie, w Warszawie, gdzie publika zdołała zaakceptować ideę związaną z projektem. Konstruktywna dyskusja, która temu towarzyszyła, dała jeden z powodów, dla którego chcieliśmy wrócić do Polski.

Jaka była najwyższa cena, jaką dotychczas zapłacono za obraz?

8 500 euro. Ostatnie trzy wystawy pokazały, że cena obrazu nie odgrywa głównej roli. Dwie trzecie ze sprzedanych prac były z wyższej półki cenowej – 2500 euro lub więcej.

Synthesia-Overdose / materiały prasowe

Synthesia-Overdose / materiały prasowe

Interesujące jest to, jak wiele dzieł sprzedaliśmy. W Wiesbaden sprzedało się 20 prac, a 130 zostało spalonych. W Warszawie sprzedało się 19, spalono 38. Seul – 17 sprzedanych, 34 spalonych. Statystycznie, z wystawy na wystawę liczba sprzedanych dzieł zwiększa się.

Ale nadal wiele prac, a tym samym sporo kapitału, idzie z dymem…

To może nie brzmi najlepiej, ale jest i druga strona projektu: w ciągu łącznie 18 godzin, w których dzieła były wystawiane, prace przyciągnęły więcej niż 19000 obserwatorów. Jak wiele dzieł może poszczycić się tak intensywnym zainteresowaniem w tak krótkim czasie?

Na pewno Mona Lisa. Wyobraź sobie, że grupa prywatnych posiadaczy dzieł Van Gogha, Caravaggia czy Picassa decyduje się zorganizować wystawę na miarę 360 Minutes Art. Oglądajcie, kupujcie, co się nie sprzeda, to pójdzie w ogień. Czym różniłaby się taka wystawa od Waszej?

Na ostatnich 3 wystawach mieliśmy 19000 zwiedzających. Van Gogha pewnie przyszłoby obejrzeć 10 tysięcy. I zapewne mieliby takie same intencje – doświadczać dzieł sztuki tylko przez 6 godzin. Jestem przekonany, że to doświadczenie, które trzeba przeżyć osobiście, żeby zrozumieć efekt, jaki potrafi wywołać sztuka. Niezależnie, czy zwiedzający zgadzają się z ideą projektu 360 Minutes Art, czy też nie, i tak pobudza ich ona do dyskusji. Jako artyści nie możemy liczyć na nic więcej.

Dzieło, któremu nigdy nie pozwoliłbyś spłonąć…

Osobiście patrzę na to trochę inaczej – my artyści oceniamy się najsurowiej. Nigdy nie pozwolilibyśmy nieukończonej pracy zawisnąć na wystawie. Tu nie ma dyskusji. Dlatego doprowadzamy właścicieli galerii do szału, każąc im czekać na nowe kolekcje. Idea „dzieła sztuki” dla wielu artystów jest trudna do pojęcia, kiedy myślą o własnej pracy. To miłośnicy sztuki hołdują naszym pracom, a nie my sobie samym.

Sven Sauer / materiały prasowe

 

Jest jednak historia, która wpisuje się w Twoje pytanie. Na wystawie w Warszawie prezentowanych było 5 obrazów Sa-Po. Jeden z nich przyciągał znacznie większą uwagę, niż pozostałe. Prawie wszystkie dyskusje dotyczyły właśnie tego dzieła. Gdy przewidziany czas minął, sprzedały się 4 z tych 5 obrazów. Ale to właśnie ten obraz, który był oblegany przez cały wieczór, został wrzucony do ognia. Igor i ja byliśmy kompletnie zaskoczeni – co się stało?

Nim obraz spłonął, jeden z gości popędził do samochodu po pieniądze…

Nie zdążył…

Czas kupna minął. Obiekt, który wydawał się najważniejszy, został unicestwiony. Od tego czasu tym trudniej zdefiniować mi słowo „arcydzieło”.

Czy w trakcie wystawy 360 Minutes Art artyści mogą kupować nawzajem swoje obrazy? I czy to robią?

To dla nich oczywiste, w końcu należą do grona tych, którzy cenią sztukę. Niemniej i w tym przypadku zasady są takie same: 50% zysku ze sprzedaży idzie do organizatora wystawy. Artyści płacą tyle samo, co widzowie.

Otrzymałeś nagrodę Emmy za efekty specjalne do „Gry o Tron”. Dlaczego serial ten osiągnął tak wielki sukces?

Pod wieloma względami „Gra o Tron” odzwierciedla nasz własny świat. Na co dzień spotykamy się z tym, że nie zawsze panuje dobro. Myślę, że osiągnęliśmy punkt, w którym widzowie już nie postrzegają odniesień do historii Disneya jako tych wiarygodnych. George Martin sukcesywnie uśmierca swoich bohaterów. Jego skomplikowany świat przypomina widzom, że nikt nie jest bezpieczny. To odcięcie od klasycznej opowieści fascynuje i wabi. Według mnie Martin w swojej książce (cykl „Pieśń lodu i ognia”, na podstawie którego powstał serial – przyp. red.) systematycznie poddaje w wątpliwość trwałość wszystkich struktur władzy, które funkcjonują w naszym świecie. Każda rodzina reprezentuje inny ideał lub inny pomysł na to, jak polityka może być realizowana. Niemniej i niewątpliwie prawdą jest, że w książce Martina żadna forma władzy nie jest w stanie zakorzenić się na długo.

Czy jest dzieło, zdarzenie związane ze sztuką, które doprowadziło Cię do łez?

Prace, które niedawno odjęły mi mowę, to seria zdjęć “Act of Forgiveness” Arasha Khamooshi. Fotografie przedstawiają historię matki, mieszkanki irańskiego miasta, która przebacza mordercy swojego syna tuż przed egzekucją. 25-letni złoczyńca zasztyletował chłopaka. Zamiast stryczka sprawca otrzymał policzek od matki zabitego, jako znak przebaczenia. Na zdjęciach widać bliskich mordercy i rodziny ofiary, obejmujących się, szlochających. Emocje, jakimi podszyte są te obrazy, są potężne…

Czy zdradzisz jakiś szczegół na temat swoich prac, jakie przygotowałeś na nadchodzącą wystawę 360 minutes Art?

W życiu! Znasz przecież zasady…

Rozmawiała Joanna Adrian.

 


Sven Sauer

Sven Sauer jest światowej sławy artystą matte-painting, znanym ze swoich prac w takich międzynarodowych przebojach kinowych, jak: „Melancholia” Larsa von Triera, „Super8” J.J. Abrahamsa czy „Niepamięć” Josepha Kosinskiego. Jego praca przy „Hugo” Martina Scorsese została nagrodzona Oscarem, a produkcje matte-painting do serialu HBO „Gra o Tron” zostały dwukrotnie wyróżnione statuetką Emmy za „Wybitne Efekty Specjalne i Wizualne”.

W 2012 r. Sven Sauer i Igor Posavec rozpoczęli prace nad scenografiami teatralnymi dla Teatru Państwowego Wiesbaden. Stworzyli oni nową technologię wizualną dla przekształcenia przestrzeni teatru, aby zapewnić publiczności nowe doświadczenia wizualne. Obaj artyści nie kryją ekscytacji, jaką czerpią z wykorzystania technologii nowych i różnorodnych mediów do tworzenia złudzeń optycznych, niezbędnych do wprowadzenia wirtualnych efektów w realne przestrzeni.

Sven Sauer jest inicjatorem wystawy „360 Minutes Art”, a także członkiem i jurorem „Niemieckiej Akademii Filmowej” od 2011 roku oraz członkiem „Towarzystwa Efekty Wizualnych” od 2013 roku.