Czego szukasz?


Kategorie


Książka

fragment okładki/ wyd. Prószyński Media

Książka

Czasem warto czekać, czyli „Tylko mnie pogłaszcz… Listy do Haliny Poświatowskiej” [recenzja]

15 listopada 2017

Wydawnictwo Prószyński i S-ka potrafi zaskakiwać w niezwykle pozytywny sposób. Po 50 latach od śmierci poetki Haliny Poświatowskiej ukazały się skierowane do niej listy Ireneusza Morawskiego . 

Halina Poświatowska to niezwykła, eteryczna i pełna namiętności poetka, której stygmatem stało się kruche serce. Do tej pory gdzieś w mrokach tajemnicy ukazywała się część jej osobowości, ta część najbardziej intymna. Wielu z nas czytało jej niesamowite listy pisane do najbliższych, ale dotąd nie poznaliśmy historii związanej z Ireneuszem Morawskim, któremu poetka poświęciła „Opowieść dla przyjaciela”.

Musieliśmy czekać  50 lat na publikację listów Ireneusza Morawskiego do Haliny Poświatowskiej, listów które poetka uwielbiała do tego stopnia, iż sama chciała je przedstawić wydawcom… lecz nadawca nie wyrażał zgody na ujawnienie tej korespondencji. Już we wstępie, zredagowanym przez wieloletnią badaczkę twórczości poetki, dowiadujemy się powodów takiego postępowania. Do końca życia Morawski odmawiał wydania listów przez wzgląd na żonę i dopiero po jego śmierci Helena Morawska, dowiadując się prawdy, pozwoliła na publikację. Nawet to świadczy o wrażliwości tego prozaika.

Czego właściwie można się spodziewać po korespondencji młodego literata z poetką? Te listy nie przytłaczają liryzmem, choć niosą w sobie wiele magii i słów, które są wyjątkowe i pełne fascynacji. Tylko on jeden potrafił skondensować w swojej korespondencji istotę Haliny: „A duszą – Tyś moja! Najmojejsza, bo masz ją osobliwą jak fantasmagoria i pojedynczą na cały świat” – jak pisał 23 VII 1960 roku. Morawski momentami przybiera pozy, ale są one tak naturalne, jak spotykane w normalnym życiu, bo niewystudiowane… Listy, które pisał głównie na maszynie, są jak żywa mowa, co czuć nawet w rytmie zdania i w znakach przystankowych jak oddechy. Dzięki temu możemy być prawie pewni, że słowa te płynęły z serca i nie są poprawiane setki razy, jak obecnie pisane wiadomości do ukochanych.

W tych listach jest wszystko, co najważniejsze. Poznajemy istotę tego związku, ale też czujemy, że bardzo wiele zagubiło się w niedopowiedzeniach. Bo taka też to była relacja, a także jej rozwiązanie. Gdzieś pomiędzy tym dwojgiem zabrakło morza słów, a może to właśnie ocean ich rozdzielił… Myślę, że każdy odnajdzie w tych listach coś innego, nie jest to pozycja jedynie dla fanów Haliny Poświatowskiej. To niesamowita całość epistolograficzna będąca świadectwem nie tylko uczucia, ale też spojrzenia na otaczający świat i na samego siebie.

Morawski wnosi do listów nie tylko relację pomiędzy obojgiem, ale także daje nam obraz rzeczywistości, w której przyszło żyć temu niewidomemu mężczyźnie z ambicjami. Po tym niezwykłym człowieku zostało niewiele świadectw, a listy z lat 50. i 60. pokazują też, jak duży wpływ na sposób pisania miała doktryna wtedy obowiązująca.  Dla nas te wstawki, pełne ducha wspólnoty lub wtrącenia o Żydach, mogą wydawać się komiczne. Wtedy były po prostu modą językową… a niekoniecznie ogólnie przyjętym sposobem myślenia. Dlatego też Poświatowska jako pierwsza chciała zredagować listy, wykreślając pewne fragmenty, by były one bardziej uniwersalne i ponadczasowe.

„Tylko mnie pogłaszcz…” należą do zbiorów listów niezwykłych. Choć przekraczamy granicę prywatności tych dwojga, to delektujemy się magią, która może zmieniać rzeczywistość. Dla fanów Poświatowskiej pozycja obowiązkowa, dla osób niezaznajomionych z życiem i twórczością poetki – wspaniała przygoda czytelnicza. Zdecydowanie polecam każdemu!

Autor: Ireneusz Morawski
Opracowanie: Mariola Pryzwan
Tytuł: Tylko mnie pogłaszcz… Listy do Haliny Poświatowskiej
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 240
Data wydania: 10 października 2017