Czego szukasz?


Kategorie


Historia

Wzięci do niewoli czerwonoarmiści, Krym, 1942, fot. Bundesarchiv, B 145 Bild-F016237-0022A / źródło: Wikimedia, CC-BY-SA 3.0

Historia

Bo w naszym obozie nie jest źle! O książce „W niewoli” Borysa Nikołajewicza Sokołowa [recenzja]

19 czerwca 2017

Nieludzkie zachowania czerwonoarmistów wydają się w autorze nie wzbudzać żadnego sprzeciwu. Wszystko tłumaczy jednym słowem – „wojna”.

W Polsce niemieckie obozy kojarzą się jednoznacznie z obozami koncentracyjnymi lub obozami zagłady. Naszej uwadze umykają jednak obozy jenieckie, których przecież, także na dzisiejszych terenach Rzeczypospolitej, nie brakowało. W jakimś stopniu pozycja autorstwa Borysa Nikołajewicza Sokołowa wypełnia tę przestrzeń naszej niewiedzy, czy też raczej nieświadomości. W niewoli nie jest jednak pamiętnikiem epatującym okrutnymi, nieludzkimi zachowaniami. To po prostu opowieść o tym, jak elastyczną istotą jest człowiek i jak duży jest jego zakres tolerancji, jeśli sytuacja nie rysuje się w pozytywnych barwach.

Sokołow rozpoczyna swoją narrację w trakcie rozpaczliwego odwrotu Armii Czerwonej w roku 1941, kiedy jej niedawny sojusznik, nazistowskie Niemcy, zwrócił się nagle przeciwko „Krajowi Powszechnej Szczęśliwości”. Autor, młody inżynier i oficer rezerwy, dowodzi baterią przestarzałych dział na przedpolach Leningradu, stawiając opór Niemcom. Ci jednak niszczą jego pozycję, a samego Sokołowa, rannego w nogę, biorą do niewoli. Tak też zaczyna się tułaczka bohatera po kolejnych obozach jenieckich, od Estonii, przez Warmię, aż po zachodnie landy Rzeszy. Ciekawym jest fakt, że właściwie od pierwszego zetknięcia się z nazistowskimi wojskowymi, czy to lekarzami, czy naczelnikami obozów, Sokołow ma na ich temat pozytywne zdanie. Nie odczłowiecza ich, nie rysuje przed nami portretów potworów, ale widzi normalnych ludzi wykonujących swoje obowiązki. O lekarzach wyraża się tylko dobrze, nie spotykając z ich strony żadnej, nawet najmniejszej przykrości, zaś o strażnikach i oficjelach mówi ze zrozumieniem dla ich zachowań, wynikających z nałożonych na nich obowiązków.

W niewoli Sokołowa to pozycja ciekawa i naświetlająca nam temat w polskiej historiografii raczej nieczęsto poruszany, jakim są niemieckie obozy jenieckie dla żołnierzy sowieckich. Jednak ocena samego autora i jego postaw jest tutaj wyjątkowo trudna.

W obozach oczywiście się nie przelewa. Racje żywnościowe przeznaczone na jednego jeńca są skromne, zaś zadania na nich nałożone niejednokrotnie ocierają się o granicę niewykonalności. Co szczęśliwsi jednak, a do takich właśnie należał Sokołow, są oddelegowywani do pracy w nieodległych gospodarstwach. Oczywiście, jak przyznaje sam autor, można było trafić różnie (a dotyczyło to nie tylko postawy rolników, ale także samych jeńców radzieckich). Nasz bohater jednak nie miał na co narzekać. Praca bywała ciężka i czasochłonna, jednak nie brakowało mu jedzenia, a ciepły i wygodny kąt dla odpoczynku był również nie do pogardzenia. Ciekawe jest również podejście samego Sokołowa do tych gospodarsko-rzemieślniczych perypetii. Uznawał je za wyjątkowo ciekawe i pożyteczne, bo jako typowy „miastowy” nie miał o pracy na roli wielkiej wiedzy, zaś dzięki tej wojennej epopei nauczył się wielu przydatnych umiejętności, od dojenia krów, po podstawy rzemiosła stolarskiego.

Czas spędzany w gospodarstwach nie trwał jednak wiecznie. Jeńcy niejednokrotnie byli odbierani rolnikom i wysyłani do innych obozów, w zależności od potrzeb rozpędzonej wojną niemieckiej gospodarki. Niemały wpływ na przepływ jenieckich eszelonów miały oczywiście wydarzenia na froncie, które z czasem przybrały niekorzystny dla Niemiec obrót. W wyniku takich właśnie przemian Sokołow trafia do obozu na zachodzie Rzeszy, gdzie więźniowie wysyłani są do pracy w kopalni węgla. Epizod ten jednak nie trwa długo, gdyż klęska Niemiec zbliżała się nieuchronnie.

Samo życie w obozach autor przedstawia wyjątkowo barwnie, choć oczywiście pełne jest zachowań, które ocenić wypadałoby jako barbarzyńskie. Ukrywanie zgonów współtowarzyszy niedoli, aby odbierać dodatkową porcję jedzenia, okradanie zwłok z elementów ubioru, które jeszcze nadawały się do noszenia, czy czasami wręcz akty kanibalizmu są wyjątkowo gorszące. Jednak w tym smutnym i strasznym zarazem spektaklu czasami pojawiają się elementy wyjątkowo ciekawe, jak chociażby masowa produkcja rzemieślnicza wśród jeńców. Z tego co tylko dało się znaleźć bądź ukraść więźniowie szyli pantofle i kapcie, robili papierośnice i inne cudaczne twory, które, co ciekawe, wśród niemieckich strażników i pozostałej obsługi obozu cieszyły się sporym wzięciem. Tak czy inaczej, sposoby na przetrwanie w obozie były różnorakie. Oczywiście innym wyjściem było dołączenie do obozowej policji rosyjskiej, podlegającej niemieckiemu dowództwu, lub zapisanie się do ROA, czyli Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej, zwanej też „Armią Własowa”, od nazwiska dowodzącego nią rosyjskiego generała. Jak się okazało po wojnie, dla tych którzy później powrócili do Sowietów, współpraca z którąkolwiek z tych organizacji była de facto podpisaniem na siebie wyroku śmierci.

Wydaje się, że pozytywne czy wręcz pochlebne wyrażanie się o niemieckim ciemiężcy ma za zadanie jedynie zmniejszyć odium win ciążących na samych sowietach, którzy dawali upust swojemu zezwierzęceniu

Wśród opisów jenieckiego życia znalazło się także kilka relacji, które mogą okazać się ciekawe z punktu widzenia oceny samego autora, oraz innych bohaterów jego wspomnień. Pierwszą, wyjątkowo wstrząsającą, jest opis egzekucji grupy Żydów na terenie Łotwy. Miała ona miejsce tuż przy linii kolejowej którą podróżował nasz bohater. Ustawieni w rzędzie przy wykopanym rowie nieszczęśnicy zostali rozstrzelani, po czym osuwali się do przeznaczonego dla nich dołu. Wszyscy cywile w pociągu, który powoli mijał to zajście, jak jeden mąż odwracali wzrok, jakby nie chcąc przyjąć do wiadomości tego co się stało. Innym, wyjątkowo oburzającym elementem narracji Sokołowa były gwałty i rabunki, jakich dokonywali sowieci po wyzwoleniu z obozów, kiedy przez jakiś czas włóczyli się po pokonanym kraju. Nieludzkie zachowania czerwonoarmistów wydają się w autorze nie wzbudzać żadnego sprzeciwu. Wyraża on jakieś ubolewanie, ale nie jest ono zbyt przekonujące, zwłaszcza że tłumaczy te wszystkie zachowania jednym słowem – „wojna”. Oczywistym jest, że taki konflikt ujawnia w ludziach najgorsze instynkty, jednak czy to sprawia, że dawanie im upustu staje się dopuszczalne? Można odnieść wrażenie, że wojna jest dla Sokołowa usprawiedliwieniem i rozgrzeszeniem dla wszelakiego barbarzyństwa, bez względu na jego skalę. Grupowy gwałt na Bogu ducha winnej dziewczynie zrównuje z kradzieżą brukwi czy włamaniem do spiżarni. Pokazuje to skalę odczłowieczenia i demoralizacji, jakiej poddani zostali krasnoarmiejcy. Pytanie tylko, czy jest to wynik sowieckiego wychowania, czy obozowych przejść?

Ciekawym dla polskiego czytelnika epizodem opisanym przez Sokołowa jest jego pobyt w Poznaniu, kiedy wracał wraz z innymi Rosjanami z Niemiec do ZSRS. Dziwiła go niechęć, czy wręcz wrogość Polaków do sowieckich żołnierzy, którzy przecież wyzwolili Polskę. Nie był w stanie zrozumieć, że dla naszego narodu zaczęła się po prostu nowa wroga okupacja, nie wspominając już o podstępnym ataku na walczącą z Niemcami Polskę 19 września 1939 roku. Dla Sokołowa to wydarzenie w ogóle nie miało miejsca.

Oceniając całościowo W niewoli Sokołowa, trzeba przyznać, że jest to pozycja ciekawa i naświetlająca nam temat w polskiej historiografii raczej nieczęsto poruszany, jakim są niemieckie obozy jenieckie dla żołnierzy sowieckich. Jednak ocena samego autora i jego postaw jest tutaj wyjątkowo trudna. Z jednej strony nie raz przypisuje sobie, nie wprost oczywiście, zachowania podyktowane empatią wobec drugiej osoby, jednak równocześnie ma się wrażenie, że rozgrzesza on tych, którzy dopuszczali się czynów okrutnych i barbarzyńskich. Wydaje się, że pozytywne czy wręcz pochlebne wyrażanie się o niemieckim ciemiężcy ma za zadanie jedynie zmniejszyć odium win ciążących na samych sowietach, którzy dawali upust swojemu zezwierzęceniu. Powoływanie się nieustannie przez Sokołowa na magiczne hasło „wojna” nie jest tu bynajmniej argumentem wystarczającym.

W niewoli
Autor: Borys Nikołajewicz Sokołow
Wydawnictwo: KATMAR
Tłumaczenie: Piotr Tymiński
Liczba stron: 336
Data wydania: 11.04.2017

Marcin Finc
Author

Marcin Finc