Czego szukasz?


Kategorie


Książka

Pan Gancewski z córkami / Źródło: Facebook.com/Biszkoptythebook

Książka

„Biszkopty” czyli suchary z e-maila wyjęte, za sprawą rodziny drukiem wydane

30 stycznia 2017

Pan Gancewski “piecze biszkopciki” i rozsyła je znajomym w e-mailach. “Trochę się przestraszyłem, by wydawać takie eklektyczne wierszyki…” – wspomina pomysł wydania rymowanek w formie książki. I… już pracuje nad drugim tomem.

 

Pan Dariusz Gancewski uczy w szkole podstawowej w małej miejscowości Stłoczno. Od niedawna jest również bohaterem internetowego fanpage “Biszkopty”, gdzie królują jego humoreski, czyli zabawne rymowanki, które zwykł przesyłać w prywatnych mailach rodzinie i przyjaciołom. Przyszła pora na rozgłos, gdyż córki pana Gancewskiego postanowiły wydać wierszyki drukiem. – Zawsze były one sympatycznym akcentem, który potrafił poprawić nam humor w ciągu dnia – mówi o humoreskach Ola Gancewska. Rodzina myśli już o kolejnym tomie humoresek: „Rozpraszanki”.

Mieliśmy przyjemność zadać Autorowi kilka pytań o premierowe „Biszkopty, czyli humoreski z życia wzięte, ku uciesze gawiedzi wierszem spisane”.

 

Joanna Adrian-Balcer: Czy “Biszkopty” to historie z życia wzięte?

Dariusz Gancewski: Większość pomysłów z tego tomiku zaczerpnięta jest z ogólnie znanych anegdot i żartów, stąd tytuł „Biszkopty”, czyli „suchary w wierszu umaczane”. Tak właściwie nazywam moje humoreski „Rozpraszankami”. Niektóre mają swój początek w zdarzeniach autentycznych, ale często, dla efektu humorystycznego, bardzo przejaskrawionych.

Pamięta Pan pierwszą humoreskę? Jak to się zaczęło?

Pierwszy biszkopcik został upieczony jeszcze w szkole średniej, dla mojego kolegi, który systematycznie „palił” dowcipy, a wierszowanego łatwiej mu się było nauczyć. To był żart „O hobbystach”:

Dwie kumoszki o mężach swych debatowały:
„Wiesz kochana, mój zbiera monety dzień cały.
Wyciera je, przegląda, wyjmuje, przekłada
I że jest nu-mi-zma-tyk, wszystkim wokół gada.”
A druga:” Mój też zbiera, lecz nie słucha krytyk,
I w pokoju ma nieład, ten mój sy-fi-li-tyk…”
Raptem ktoś drzwi otwiera, męża twarz zabłysła:
„Ile razy mam mówić, żem fi-la-te-lis-ta!”

Pana córka Aleksandra wspominała, że przez lata nazbierało się tych biszkopcików całkiem sporo. Jak zareagował Pan na pomysł, żeby humoreski wydać w formie książki?

Trochę się przestraszyłem, bo wydawać takie eklektyczne wierszyki… Ale potem miałem tak fantastyczny odzew od znajomych i przyjaciół, że już szukamy ilustratora do „Rozpraszanek”.

Dbajmy o język i formę. One świadczą o naszej kulturze. Używanie wulgaryzmów absolutnie nie wchodzi w grę. To jakby „babrać się” w internetowym rynsztoku.

Jak wyglądał Pana udział w powstawaniu „Biszkoptów” i cała ta przygoda z self-publishingiem?

Najlepiej, jak tylko można sobie wymarzyć. Ja pisałem „Rozpraszanki”, Ania i Ola zorganizowały resztę. „Biszkopty” nie ukazałaby się bez pomocy moich córek, które wybrały wiersze, poskładały całość i znalazły wspaniałą ilustratorkę, Joannę Grodecką. Zaprzyjaźnione Wydawnictwo Meander z Jastrzębca zdecydowało się na wydanie książki, a drukiem zajęła się drukarnia Wybrzeże z Człuchowa. Więc mamy produkt w 80 procentach człuchowski.

Które rymowanki wzbudziły największy entuzjazm odbiorców?

Zwykle najbardziej podoba się moim czytelnikom humoreska „O oświacie” i mimo około 20 lat od powstania, jest wciąż aktualna. Nauczycielom nie płaci się adekwatnie do ich wykształcenia i odpowiedzialności. Żart, z którego zaczerpnąłem ten pomysł, ma z pewnością kilkadziesiąt lat. Inną humoreską, która ma rzeszę fanów, jest utwór „O urlopie wyportfelonym”. Każdy z nas przecież niejednokrotnie płacił wakacyjne mandaty (uśmiech).

Moim znajomym bardzo podobają się też krótkie formy. Przede wszystkim limeryki, ale one są przeważnie dla dorosłych, więc zacytuję jeden familijny wierszyk z cyklu „Makabresek”:

Zbyś z braciszkiem przed wieczorkiem
Nurkowali nad jeziorkiem.
Chciał spróbować tak jak kaczki,
Teraz jedzą go szczupaczki.

Jeden z recenzentów Pana tomiku zwrócił uwagę, iż w humoreskach „Widać bunt wobec wielu aspektów codzienności (…)”. Co Pana najbardziej „gryzie”?

Najsmutniejsze w naszym kraju jest to, że nie potrafimy cieszyć się z naszych sukcesów i z sukcesów Polaków w ogóle. Że nie uśmiechamy się do siebie na ulicach i na turystycznych szlakach. Że Polak za granicą zwykle unika innych Polaków, jakby wstydził się samego siebie. A przecież jesteśmy wielkim i bardzo zaradnym narodem, który często wzbudza podziw swą pracowitością i solidnością. Wiem o tym, bo często rozmawiam z obcokrajowcami.

Humoreska "O WOŚP", źródło: facebook.com/Biszkoptythebook

 

A dla kontrastu, co Pana najbardziej bawi?

Właściwie to samo! Nasz brak dystansu do siebie i czasem też do naszych porażek, przecież w życiu nie wszystko się udaje. I wszystkie urzędy. Urzędnik, jak i wykładowca, powinien mieć najwięcej empatii, aby znaleźć partnerską nić porozumienia z kimś, kto ma problem. U nas najbardziej lubimy udowadniać naszą wyższość. To taka wada ludzi z kompleksami.

Wyobrażam sobie, że jako polonista, korzystając z Internetu, zwraca Pan uwagę na kwestie językowe. Jeśli chodzi o pisanie e-maili, natrafiłam w sieci na materiały typu: „E-maile – jak pisać je prawidłowo?”, „Jak zacząć i zakończyć e-mail?”, „Piszesz maile? Tego unikaj!”. Jakich porad w tej kwestii udzieliłby Pan internautom?

Po prostu, dbajmy o język i formę. One świadczą o naszej kulturze. Pisząc do najbliższych, możemy pozwolić sobie na „luzik”. Maile ukazują też nasz stosunek do innych, więc stosowanie kolokwializmów w wiadomościach do osób mniej znanych jest oznaką lekceważenia innych i własnej ignorancji. Używanie wulgaryzmów absolutnie nie wchodzi w grę. To jakby „babrać się” w internetowym rynsztoku. Przykro, że to niektórym ludziom imponuje.

Na co dzień jest Pan nauczycielem w szkole podstawowej. Internet, te wszystkie urządzenia mobilne, wpływają na rozwój i zachowania dzieci? W jaki sposób?

W tym prostym pytaniu znajduje się odpowiedź. Rozwój technologiczny stymuluje również nasz rozwój umysłowy. Dzieciaki są bardzo inteligentne, a umiejętne korzystanie z Internetu daje ogromne korzyści w nauce. Chociażby oglądanie filmików na serwisie YouTube może bardzo przyspieszyć naukę języków obcych.

Jeśli chodzi o zachowania, to dorośli powinni pomagać dzieciom w znajdowaniu szczęścia w prostych sytuacjach domowych. Wspólne jedzenie posiłków, spędzanie czasu wolnego, gry i zabawy, odkrywanie pasji i przeżywanie życia jako wielkiej przygody powinny być wyznacznikami tzw. wychowania. W domu wykuwa się fundament wartości, który potem jest podstawą rozwoju młodego człowieka. A dorośli, zajęci pracą i własnym życiem, wychowanie pozostawiają szkole.

Źródło ilustracji: facebook.com/Biszkoptythebook

Jak temu zaradzić?

Może warto byłoby wprowadzić, wzorem krajów skandynawskich, nauczanie „szczęścia”. Duńskie „hygge” staje się coraz modniejsze w Europie. Wtedy zaczniemy się do siebie uśmiechać, a wśród pogodnych ludzi łatwiej pokonać wszędobylski stres, który nasze nowoczesne pokolenie skutecznie wyniszcza.

Co jest najbardziej fascynującego w kontakcie z dziećmi?

Od dzieci możemy się naprawdę niejednego nauczyć. Spojrzenia nie skażonego fałszem czy manipulacją, szczerości uczuć i niesamowitej wiary w przyszłość. Dwa lata temu jeden z moich ulubionych uczniów umarł na raka. Do ostatnich chwil zachował spokój i radość dla najbliższych. Imponował optymizmem, mimo tego, że zdawał sobie sprawę, jak nikłe ma szanse. Często dzieci są dojrzalsze od dorosłych. No i mają nietuzinkowe pomysły. Który z dorosłych wymyśliłby zdanie: „Jurand po stracie drugiego oka zmienił spojrzenie na świat”. Kiedy pomyślę, że autor tego zdania już dawno skończył prawo, robi mi się raźniej na duszy.

 

 

"Biszkopty" - okładka książki. Ilustracje i projekt okładki: Joanna Grodecka

Biszkopty, czyli humoreski z życia wzięte, ku uciesze gawiedzi wierszem spisane

Autor: Dariusz Gancewski
Oprawa: miękka
Liczba stron: 60
Wydawnictwo: Meander
Data wydania: 23.12.2016

KUP „BISZKOPTY”

Odwiedź „Biszkopty” na Facebooku

 

Zdjęcia w artykule pochodzą ze strony http://facebook.com/Biszkoptythebook