Czego szukasz?


Kategorie


Moda & Trendy

pixabay.com / Fot. CC0 Public Domain

Moda & Trendy

Beatlemania – opętanie czy obłęd? Cz. III Podbój Ameryki

19 grudnia 2015

Jakkolwiek relatywnie łatwo Beatlesom poszło w Wielkiej Brytanii, tak nie od razu zdołali podbić Amerykę. Jednak gdy już się ta sztuka udała…

Jakkolwiek relatywnie łatwo Beatlesom poszło w Wielkiej Brytanii, tak nie od razu zdołali podbić Amerykę urokiem osobistym i porywającymi melodiami. Jednak gdy już się ta sztuka udała, mania przybrała zdecydowanie największe, a z czasem wręcz niepokojące rozmiary.

Jednakże przed tym okresem wykonawcy z Anglii z grubsza byli po prostu ignorowani przez słuchaczy Nowego Kontynentu, a nielicznym udało się odnieść niewielkie sukcesy. Vera Lynn z Forget Me Not w 1952 wspięła się na szczyt, Lonnie Donegan wystąpił w Perry Como Show, Telestar The Tornados był tam prawdziwym hitem w 1962 roku, a rok później Dusty Springfield udało się przebić z piosenką I Only Want To Be With You. Największe nadzieje pokładano w Cliffie Richardzie, jednak poniósł on sromotną klęskę, spotykając się z nikłym zainteresowaniem amerykańskiej publiczności. Zresztą nawet na brytyjskich listach królowały wtedy przeboje zza oceanu. Zatem jakieś szanse dla liverpoolczyków istniały, choć nikt nie przewidział aż tak pomyślnego obrotu spraw. W konsekwencji Beatlesi stanęli na czele tzw. Brytyjskiej Inwazji, torując drogę krajanom pokroju The Rolling Stones, The Who, The Kinks czy The Animals. Wówczas brytyjscy artyści stali się tam niebywale popularni, a amerykańscy dziennikarze prześcigali się w znajdywaniu coraz to nowych talentów zza oceanu, lecz żaden nawet nie zbliżył się do popularności Czwórki z Liverpoolu.

Beatlesi stanęli na czele tzw. Brytyjskiej Inwazji, torując drogę krajanom pokroju The Rolling Stones, The Who, The Kinks czy The Animals.

W przeddzień wyjazdu do Ameryki (podczas pobytu w Paryżu w styczniu 64 r.) muzycy dowiedzieli się, że I Want To Hold Your Hand awansował tam z 45. miejsca (na którym zadebiutował) na sam szczyt zestawienia. W ciągu pięciu dni sprzedano 1,5 miliona kopii singla, toteż przyspieszono wydanie albumu Meet The Beatles (czyli ichnią wersję longplaya With The Beatles). Był to nieprawdopodobny zbieg okoliczności, gdyż wyjazd planowany był z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Gdy wylądowali o 13.35 tłum powitał ich skandowaną rymowanką We love you Beatles, Oh Yes We Do. Tłum witający zespół w Nowym Jorku był imponujący, choć poniekąd „sfabrykowany”. Każdy z przybyłych na lotnisko  im. Kennedy’ego otrzymał zestaw beatlesowski: koszulkę, perukę, przypinki Lubię Beatlesów oraz zdjęcie z „autografem” (najczęściej podrabianym przez ich road managerów Mala Evansa i Neila Aspinalla).

bfishadow via Foter.com / CC BY

bfishadow via Foter.com / CC BY

W rozmowach z dziennikarzami młodzi gwiazdorzy bywali nader aroganccy. Do legendy przeszły słynne przekomarzania się z pismakami bezpośrednio po przylocie do Nowego Jorku 7 lutego 1964 roku. Absurdalne cięte riposty każdego z członków dowodziły ponadprzeciętnej inteligencji i nietuzinkowego poczucia humoru – co do tej pory nie było przecież takie oczywiste w przypadku wcześniejszych gwiazd muzyki rozrywkowej. Konferencje prasowe z idolami nastolatków zwykły być mało zajmujące, a dziennikarze zadawali im wciąż te same, niezbyt mądre pytania. Nie uniknęli ich także Fab4, jednak potrafili oni obrócić całą niedorzeczną (i potencjalnie stęchłą) rozmowę w jeden długi dowcip słowny, za którym częstokroć nie nadążali ci, którzy dany wywiad przeprowadzali. Czasem tylko powtarzali się – tak jak Ringo z komentarzem, że „Beethoven jest w porządku – szczególnie jego wiersze”, co było tradycyjnym przekomarzaniem się z brytyjskimi reporterami. Zresztą rynek zasypała cała lawina pirackich, nieautoryzowanych LP z wywiadami.

Jednak rozentuzjazmowani fani traktowali ich wypowiedzi poważniej, niż nakazywałby rozsądek. Miało to często skutek mniej lub bardziej niedorzeczny, lecz świadczyło o niezwykle drobiazgowym podejściu słuchaczy odnośnie swych idoli. Przykładowo, wystarczyła zaledwie jedna wypowiedź Lennona, że Harrison zjadł jego żelki, by zespół zaczął być obrzucany cukierkami w trakcie występów. Problem w tym, że amerykańskie wersje „miśków” były o wiele twardsze niż ich brytyjskie odpowiedniki, toteż stanowiły niebezpieczeństwo – szczególnie gdy dostały się do oczu. Szczęśliwie incydenty te nie miały przełożenia na zdrowie żadnego z muzyków. Przeżywano za to niezwykle mocno czas, kiedy to Starr musiał poddać się operacji usunięcia migdałków. Z tego powodu nie pojawił się w pierwszej części jednej trasy koncertowej, której nie można już było odwołać. Wielbiciele bacznie śledzili wszelkie doniesienia prasowe na temat stanu zdrowia perkusisty, gdy na kilka występów zastąpił go Jimmie Nicol. Był to najbardziej spektakularny epizod w jego skromnej karierze muzycznej.

C.D.N.

Przeczytaj:

Beatlemania – opętanie czy obłęd? Cz. I

Beatlemania – opętanie czy obłęd? Cz. II Nie wierzę politykom