Czego szukasz?


Kategorie


Moda & Trendy

Rodrigo_Amorim via Foter.com / CC BY

Moda & Trendy

Beatlemania – opętanie czy obłęd? Cz. II Nie wierzę politykom

16 grudnia 2015

Znamienne, jak prędko angielscy politycy zwrócili uwagę na młodych debiutantów. Edward „Teddy” Heath (ten sam, który został wymieniony obok Harolda Wilsona w chórkach utworu George’a Harrisona pt. Taxman) z Partii Konserwatywnej ganił ich za używanie „niewzorowej angielszczyzny”. Lennon odgryzł się, stwierdzając, że on nie rozumie akcentu Teddy’ego i nie ma zamiaru na niego głosować. 

Jednak Beatlesi jako dobro publiczne Wielkiej Brytanii nie mogli kompletnie odciąć się od polityki. Co prawda odrzucili propozycję Lady Dixon (żony brytyjskiego ambasadora w Paryżu), lecz dzień później pojawili się po raz pierwszy i ostatni w ambasadzie w Nowym Jorku. Zostali tam niemile potraktowani, a Starrowi nawet obcięto pukiel włosów, gdyż pewna dama była ciekawa, czy nie jest to peruka (jak głosiła popularna fama). Gdy okazało się, że zespołowi dodatkowo powierzono ogłoszenie zwycięzców loterii, Lennon wściekł się i zrobił awanturę, którą później opisała brytyjska prasa.

Politycy, licząc na przychylność ze strony gwiazd popu, zaiste zabiegali o ich względy, gdyż mogło to zaprocentować wzrostem poparcia wśród młodego elektoratu. Pokłosiem tegoż było uhonorowanie w październiku 1965 roku kwartetu orderem Imperium Brytyjskiego, czyli MBE (Member Of British Empire) – niestety z pominięciem managera-homoseksualisty, który odegrał przecież w całej historii niebagatelną rolę. Tym niemniej precedens, jakim było wyróżnienie z rąk królowej przedstawicieli przemysłu rozrywkowego medalem, wzbudziło protest osób wcześniej odznaczonych – w tym wielu oburzonych kombatantów wojennych, którzy zdecydowali się w odesłać swoje odznaki, by nie być zestawianymi z „bandą kudłaczy”. Lennon po raz kolejny (bez)c(z)elnie odpyskował, że oni bardziej zasłużyli na medal za „niezabijanie ludzi”.

Biograf Tim Riley przypomina ponadto, iż w rodzinie królewskiej było na rękę odciągnąć uwagę opinii publicznej od skandalu obyczajowego na najwyższych szczebli władzy (afera z Profumo z Partii Konserwatywnej przyczyniła się do wygranej Partii Pracy w ‘64), wykorzystując do tego celu zespół rockowy: potencjalnie „ułożony”, lecz podskórnie niebezpieczny przez swój arogancki stosunek do wszelkich autorytetów – aczkolwiek pożeniony z uwodzicielską i czarującą osobowością.

Premier sir Alec Douglas-Home nazwał Beatlesów „najlepszym towarem eksportowym” oraz „potężnym wkładem w bilans płatniczy”.

Jednym z przykładów, jak Beatlesi kradli – dzięki naturalnemu urokowi – cały show „niedzisiejszym” prowadzącym, może być występ w programie przebrzmiałych i niegroźnych dla establishmentu prezenterów Morecombe’a i Wise’a (rejestracja 2.12.63, emisja dopiero 18.04.64). Wystudiowane i nietrafione kwestie gospodarzy mają się nijak do przewrotnych, surrealistycznych kalamburów słownych w stylu braci Marx. Szczególnie Lennon swoimi subtelnymi drwinami przyćmił łopatologię oklepanych żartów dwójki zawodowych komików. Abstrahując od programów komediowych, Beatlesi potrafili także wypowiadać się na poważne tematy – co potencjalnie mogłoby się kłócić z ich jednowymiarowym obrazem wiecznych wesołków. Przyznali np., że wszyscy są ateistami (na wiele miesięcy przed niefortunną wypowiedzią Lennona o Chrystusie), a ich lider otwarcie wypowiadał się przeciw wojnie w Wietnamie.

Premier sir Alec Douglas-Home nazwał ich „najlepszym towarem eksportowym” oraz „potężnym wkładem w bilans płatniczy”. Oficjalną przyczyną uhonorowania w 1965 roku Beatlesów był „wkład w rozpowszechnianie rozwoju kultury brytyjskiej poza granicami kraju”, lecz de facto był to eufemizm od docenienia wkładu w budżet państwa – aspekt finansowy był zdecydowanie bardziej determinujący niż wysoki poziom artystyczny ich produkcji. Chłopcy z Liverpoolu – jako świetnie „prosperujący” muzycy – łapali się w górnym przedziale zarobkowym objętym największym podatkiem dochodowym. W konsekwencji oddawali państwu aż 98,5% swoich pieniędzy – niejako z tytułu własnego talentu, pracowitości i popularności. Na domiar złego należy dodać, że Epstein jako niedoświadczony manager kontraktował zazwyczaj niezbyt korzystne warunki finansowe dla podopiecznych, które tylko z rzadka dawały się renegocjować (choćby na skutek interwencji doradcy biznesowego, Davida Jacobsa). Jednakowoż muzycy (choć po dosyć długim okresie na granicy wypłacalności) byli i tak „bajecznie” bogaci – gdyż mogli sobie pozwolić na większość niemożliwych dla przeciętnego obywatela luksusów. Ekskluzywne domy, samochody, prywatne studia nagraniowe były powszechne w ich hermetycznym świecie, który zapewnił im całkowicie oddany, bezgranicznie wierzący w swych podopiecznych manager. Z czasem przyszło mu odrzucać naprawdę intratne propozycje przejęcia interesów Beatlesów przez inne osoby lub firmy (nawet 3,7 milionów funtów od nowojorskiej agencji).

Żeby zaspokoić popyt na wszelkie gadżety związane ze Wspaniałą Czwórką, Epstein założył firmę Selteab (Beatles pisane wspak), która miała zajmować się produkcją i dystrybucją tychże dóbr zbytu. Sprzedawano niemal wszystko, gdzie można było umieścić logo zespołu: marynarki bez kołnierzy, buty na kwadratowym obcasie, wszelkiego rodzaju figurki, fartuszki kuchenne, fotografie, plakietki, chusteczki do nosa, układanki, dmuchane materace, półeczki na płyty, narzuty na łóżko, torby, otomany, ołówki, guziki, tace, ciasta, ciasteczka, gumy do żucia, etc. Najbardziej zaskakujące w tym wszystkim było naprawdę solidne wykonanie tych produktów – na czym Epsteinowi szczególnie zależało. Tym większa była jego irytacja, gdy rynek zalały także nędzne podróbki (prawo autorskie najłatwiej było ominąć, zmieniając pisownię nazwy na prawidłową, tj. Beetles – ang. żuki).

Ogromne zapotrzebowanie na produkty związane z kwartetem spowodowało, że rodzaje niektórych towarów prędko przeszły w absurd. Sprzedawano kawałki prześcieradła, na których spali Beatlesi. Dwóch biznesmanów z Chicago kupiło powłoczki na poduszki za 375 funtów, a później pocięli je na 160 tysięcy 2,5-centymetrowych kwadracików, by sprzedawać je po dolarze. Przemysł odzieżowy zareagował równie błyskawicznie na popularność zespołu. Do łask wrócił przede wszystkim sztruks, a krzykiem mody stały się charakterystyczne marynarki bez kołnierzy.

Do liverpoolskich szkół zaczęły spływać absurdalne prośby o zeszyty, czapki, a nawet kawałki ławek, przy których siadywali najsławniejsi mieszkańcy miasta. Nawet na adresy rodzinne (niezamieszkałe już przez muzyków) przychodziło multum listów i prezentów, a natrętni fani często nagabywali rodzicieli swych idoli we własnych domach.

Pokłosiem niespotykanego wcześniej na podobną skalę zainteresowania zespołem rockowym były osobne audycje w radiu BBC poświęcone wyłącznie Beatlesom, jak emitowany przez piętnaście tygodni program Pop Go The Beatles. Również w Saturday Club nie szczędzono nagrań Wielkiej Czwórki. Radiowcy prześcigali się w emisjach przebojów kwartetu i organizowaniu konkursów. A młodzi ludzie w całym kraju zaczęli zapuszczać włosy (W Szwecji ich fryzury nazywano stylem „na Hamleta”).

 

C.D.N.

Przeczytaj:

Beatlemania – opętanie czy obłęd? Cz. I

Beatlemania – opętanie czy obłęd? Cz. III Podbój Ameryki