Czego szukasz?


Kategorie


Moda & Trendy

MEDIODESCOCIDO via Foter.com / CC BY

Moda & Trendy

Beatlemania – opętanie czy obłęd? Cz. I

15 grudnia 2015

Parę dni temu wypadły kolejne rocznice śmierci Johna Lennona i George’a Harrisona, lecz świat o ich dorobku nie zapomina – przed miesiącem ukazały się odnowione teledyski ich wspólnej grupy. A jak przejawiała się beatlemania w latach 60.?

Marxchivist via Foter.com / CC BY

Marxchivist via Foter.com / CC BY

Parę dni temu wypadły kolejne rocznice śmierci Johna Lennona i George’a Harrisona, lecz świat o ich dorobku wcale nie zapomina. Przed miesiącem ukazały się bowiem odnowione teledyski ich wspólnej grupy, a szereg wersji wydawnictwa je zawierających spotkały się – jak zwykle zresztą – ze sporym zainteresowaniem. Również i my wkrótce pochylimy się nad najbardziej ekskluzywną edycją DVD. Najpierw jednak zaproponujemy zwięzłe (na ile to możliwe) wprowadzenie do tematu: jak przejawiała się beatlemania w latach 60., gdy zespół jeszcze istniał?

Przekornie zatytułowałem niniejszy artykuł identycznie, jak absurdalnie swą książkę nazwał Marek Szpejankowski. Tytuł obiecywał wiele, lecz w najmniejszym stopniu nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań. Na treść składała się po raz kolejny sztampowa biografia zespołu – na dodatek sklecona w sposób rażąco niekompetentny. Praktycznie nie było tam nawet śladu analizy tego fascynującego zjawiska, toteż spróbuję wypełnić tę lukę własnymi spostrzeżeniami. Właściwie tekst stanowić będzie zwięzłą syntezę podstawowych aspektów fenomenu; przypomnieniem najbardziej znanych faktów towarzyszącej ekscytacji zespołu rockowego, lecz niepozbawionym zaskakujących szczegółów. Wszak Hunter Davies, oficjalny biograf zespołu, już w 1968 roku słusznie stwierdził, iż „Beatlemania sama w sobie była wyolbrzymieniem”.

Co prawda terminu beatlemania użyto po raz pierwszy dopiero na jesieni 1963, lecz już w marcu tamtego roku dziennikarze wyczuli narastającą lawinę zmian. Nasilająca się mania na punkcie liverpoolskiego kwartetu wpłynęła dla nich korzystnie w trakcie trasy koncertowej w maju ’63 z Royem Orbisonem jako główną gwiazdą. Piosenkarz nie mógł dłużej lekceważyć okrzyków publiczności domagającej się Please Please Me, toteż ostatecznie Orbison ustąpił miejsca na koniec line-upu w ostatnim tygodniu tournée. Szybko powstał oficjalny fanklub: od początku istnienia w 1963 roku do jej schyłku liczebność organizacji powiększyła się z kilku tysięcy do 80 tysięcy osób, wydając regularnie miesięcznik „Beatles Monthly”. Końcowy numer ukazał się ostatniego miesiąca siódmej dekady XX wieku, gdy zespół de facto już nie istniał, ale najzagorzalsi fani mogli się o tym dowiedzieć co najwyżej z plotek.

Hunter Davies, oficjalny biograf zespołu, już w 1968 roku słusznie stwierdził, iż „Beatlemania sama w sobie była wyolbrzymieniem”.

Za dzień narodzin właściwej beatlemanii uznaje się 13 października 1963 roku, kiedy to zespół The Beatles wystąpił w London Palladium (gromadząc przed odbiornikami telewizyjnymi aż 15 milionów widzów), a histeria przybyłych nastolatków temu towarzysząca przeszła najśmielsze oczekiwania zarówno tamtejszej policji, żądnych rewelacji dziennikarzy relacjonujących to wydarzenie oraz ogółu społeczeństwa.

Prasa z reguły skupiała się na kwestiach niezwiązanych z samą muzyką, a raczej wszystkim dookoła: fryzurami, wizerunkiem, a nade wszystkim narastającą paranoją na punkcie czterech młodych, względnie przystojnych i zdecydowanie nieprzeciętnie utalentowanych mężczyzn. Zdaje się, że oczarowana została także ówczesna tzw. poważna prasa – a przynajmniej nie mogła ona już dłużej ignorować tego socjologicznego fenomenu. Często prosiła o komentarz psychologów, którzy ochoczo przyrównywali szał beatlemanii do upustu popędu seksualnego. Dziewczęta rzekomo miały dostawać orgazmu na ich widok. Philip Norman dodaje, że po skończonych występach na trybunach można było nawet znaleźć kałuże moczu.

Kolejnym ciekawym aspektem histerii na punkcie muzyków jest fakt, że twórczość kwartetu generalnie oprócz uwielbienia ze strony młodzieży zyskała także aprobatę rzeszy dorosłych. Uchodziły im nawet (dosyć niewinne z dzisiejszej perspektywy) żarty z samej królowej. Podczas słynnego występu w ramach Royal Variety Performance w Wales Theatre 4 listopada 1963 r. w Londynie Lennon zapowiedział ich popisowy numer Twist And Shout (z własną brawurową wiodącą partią wokalną) następującymi, zawadiackimi słowami: „Osoby siedzące na tańszych miejscach prosimy o brawa. A pozostali mogą ograniczyć się do zabrzęczenia biżuterią”. Królowej – najwyraźniej równie podatnej na urok Johna, Paula, George’a i Ringo, jak cała reszta kraju – nonszalancki żart się spodobał.

 

C. D. N

Przeczytaj także:

Beatlemania – opętanie czy obłęd? Cz. II Nie wierzę politykom

Beatlemania – opętanie czy obłęd? Cz. III Podbój Ameryki